"Podróż na tysiąc mil rozpoczyna się od pierwszego kroku"

04.06.2016

Remontowe zmagania c.d.

Dziś kolejny pracowity dzień, upał niemiłosierny, żar się z nieba leje. Panowie na dachu, a ja ogarniam co się da i układam dachówkę, której jest ogrom.

I teraz będzie wątek dachówkowy. O tę moją cudną, klimatyczną i bardzo starą dachówkę Issa i  Owca  Rogata tyle się nawalczyły, w swoich komentarzach. Dzięki Wam Dziewczyny, tyle mądrości nakładłyście mi do głowy... a ja, niestety...  wszystko sp.....łam!!! I teraz mogę tylko wyć do księżyca!

I  gdybym ja to wszystko wcześniej wiedziała, pewnie nie stało by się to, co się stało. Cóż, na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że naprawdę bardzo chciałam położyć tą dachówkę... i kilkakrotnie podejmowałam próby przekonania majstrów co do tego, ale oni byli nieprzejednani, argumentując, że stara wiedżba tego nie wytrzyma i że do tego, aby ją położyć potrzebna byłaby nowa konstrukcja.... po czym długo mnie na ten temat instruowali... a ja z uporem mówiłam, że skoro ta dachówka i ta wieżba wytrzymała sto lat, to dlaczego ma dalej nie wytrzymać!?!
Ale tu znów następował nowy wywód, obalający moją tezę... a potem jeszcze inny, a potem wszyscy trzej zaczynali argumentować... czułam się naprawdę kiepsko, nie mając z nikąd wsparcia,  bo jak zwykle, znów jestem z tym "koksem"sama... więc co się dziwić, że panowie, fachmani mnie zakrzyczeli, bo i cóż taka baba jak ja, a w ogóle baba, może wiedzieć!?!
Tak, oczywiście mogłam ich  posłać do wszystkich diabłów!!! Ale, wierzcie mi, że nigdzie tutaj na tym  terenie,  nie znalazłabym fachowców, którzy zechcieliby oczyścić ręcznie tysiące sztuk starej dachówki, aby  potem położyć ją od nowa.... to musieliby być naprawdę jacyś zapaleńcy, którym na sercu leży zachowanie dawnego klimatu. A takowych ja , mimo usilnych starań, nie znalazłam!
A ci moi, są naprawdę w porządku, no i finansowo ok. Więc posłanie ich do wszystkich diabłów nie byłoby dobrym rozwiązaniem, bo wtedy stanęłabym przed jeszcze większym problemem, znalezienia nowej ekipy.

I w końcu... skapitulowałam!!! I będzie... blacha, która niestety już jest, leży sobie spokojnie na podwórku. A ja, czuję się żle, nawet bardzo, tak jak tylko może czuć się człowiek pokonany!

Więc dziś, mimo upału zabrałam się do pracy, w pocie czoła, żeby nie mysleć, zapomnieć, układałam tę nieszczęsną dachówkę, wzdychając i wzdychając nad nią bez końca!
Ech, chyba zdecydowanie nie powinnam brać się do remontów, brak mi zdecydowania, stanowczości i etc.
Pocieszam się,że obora to już moje ostatnie posunięcie!






A dom tymczasem przybrał taki oto wygląd:



W poniedziałek zabieramy się za tą najgorszą, przewidzianą wcześniej do wyburzenia, a teraz do uratowania część... ano zobaczymy, co będzie, jak zdejmiemy strop, co stanie się z murami, czy wytrzymają, bo jest na nich kilka poważnych pęknięć. 

I na koniec jedna bardzo pocieszająca wiadomość, kilka dobrych dusz do mnie przyjedzie.
Tak więc wsparcie, choć spóżnione, ale będzie, ufff...cóż za ulga!


p.s. Przykro mi, ale nie mogę zmienić ustawienia językowego, nie wiem, próbowałam, ale takiej opcji nie mogę u siebie znależć, albo niekumata jestem, czekam więc aż córka przyjedzie i pomoże.
Miłego weekendu życzę!

19 komentarzy:

  1. Jesteś wielka, taki remont to na barki jednej Kobiety dużo za dużo.
    Ale Ty dasz radę :)
    No cóż, nie zawsze wszystko tak się nam układa jak byśmy chcieli, ale i z tą blachą będzie cudnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Mirko, my nie jestesmy do remontów, tak jak faceci nie sa do rodzenia dzieci... to takie odwrócenie ról, z tym,ze my kobiety to ze wszystkim musimy dac sobie radę... i z dziećmi i z remontami. A to cholernie trudne bywa...Bedzie dobrze i pozdrawiam Ciebie również.

      Usuń
  2. Ach co tam blacha, co tam dachówki, najważniejsze, że budynek będzie stał jeszcze długo. Nie trzymaj się poczucia przegranej. Majstry są na miejscu, a dziewczyny daleko, wiadomo, że oni mieli większą siłę przebicia i motywację. Poza tym, nie zrobiliby Ci tego dachu z dachówką, a gdyby zrobili, to byś się nie wypłaciła. Mirka powyżej ma rację. Pozdrowienia z daleka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Agniecha, cieszmy się z tego co mamy, dzięki za słowa otuchy!

      Usuń
  3. Amelio, uratowalaś piekny budynek, nawet jesli część być może trzeba bedzie rozebrać.
    A teraz widac, że dachówka była betonowa, robiona tak, by wygladała jak dwie karpiówki. Mam taka na jednym z budybków. Nic byś sama z majstrami nie wskórała, skoro nie chcieli. W mojej wsi cztery piękne dachy z karpiówka w świetnym stanie znikneły, choc w domach całe rodziny mieszkają i miałby kto pomóc. Majstrowie powiedzieli, że ma być blacha, bo inaczej "nie robią". Mnie nie udało się tej dachówki uratowac, choc chciałam zapłacic za jej zdjęcie i za nią. Trzymaj się!
    Dobrze, że będziesz miała gosci do pomocy. Ja teraz tez jestem sama, czeka mnie też praca remontowa sporych rozmiarów, choc akurat ziemna. I też, jak znam życie , nie będzie mi łatwo z majstrami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dachówka betonowa...więc nie az tak szkoda, choć wygladała tak szlachetnie. Ale juz się pogodziłam i idę do przodu!. Muszę zbierać siły na jutro, bo kazdy dzień to nowe niespodzianki! I dzięki za pocieszenie.

      Usuń
  4. Tyle lat emancypacji i równości płci a fachowcy nadal nie szanują zdania kobiet w tematach tradycyjnie 'męskich'. Ja też poległam nie raz i powiem Ci, grunt to się szybko oswoić ze stratą, nie patrzeć wstecz tylko do przodu. Blacho-dachówka wystarczy na resztę Twojego życia, szkoda zdrowia na 'poczucie winy i zawodu'.
    Dużo jeszcze pracy i problemów będzie z tą stodołą oświatową ale podołasz bo jesteś niezwykłą Amelią. Dokumentuj remont, miło będzie wspominać z czasem i utwierdzać się w przekonaniu, że się dało radę.
    Niech Moc będzie z Tobą !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, każdy na moim miejscu zrobił by to samo, a skoro znalazły się finanse, to nie mogłam juz dalej czekac, bo kolejny rok budynek mógłby juz nie przezyc, ja tylko cały czas sie modliłam, zeby sie nie zawlił, a on tak dzielnie trwał, jakby wiedział, ze musi. Na razie bedzie robiony tylko dach... reszta będzie czekać. Dziękuję za wsparcie, pozdrawiam!

      Usuń
  5. Najwazniejsze, ze postep prac jest. Przykre, ze "spece" wciaz ci sami... ida po najmniejszej linii oporu. Nie ma tego zlego - szybciej bedziesz miec koniec prac. Dobrze, ze rodzina przyjezdza:)

    Ciesze sie, ze ostatni budynek remontujesz, moze rodzina pomoze z wnetrzem?

    Czytam Cie od poczatku;) i podziwiam ile zrobilas przez ten czas. Pamietam pijaczkow-pomocnikow, ruinke, jaka zastalas i wszelkie przeboje - np. z kwitnacymi scianami, kiedy je tynkowalas glina;)

    Iles lat minelo, a Ty mieszkasz, uratowalas oba budynki i dalas sobie rade. Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. P.S. Dachowka betonowa to mniejsza strata;) takze trudno, stalo sie. Nie masz dachowki, ale masz dach:) Dobrze, ze ekipa przynajmniej sprawnie dziala i przez ten tydzien mase zrobili, Ty zorganizowalas finanse itd.

    Tak, niesamowite, ze mamy 21 wiek, a budowlancy nadal z 19;/ Jak nie potrzasnie nimi zaden mezczyzna, to zdanie kobiety nie ma znaczenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Issa za wsparcie i za tyle dobrych rad, ciesze sie że jesteś od początku ze mną, te komentarze sa takie pomocne, dodają takiego "kopa" do działania!
      A fachowcy są jacy są, trudno, to juz się nie zmieni, ale pocieszajace jest to,że ja z biegiem czasu trafiam na coraz lepszych, bo ci na początku to dopiero była katastrofa!
      A dachówka cementowa, to dużo mniejsza strata i to jest pocieszające!

      Usuń
  7. Piękny dach :))) Dachuweczkę sobie odłóż będzie na coś innego albo sobie w wolnej chwili ją oczyścisz i spieniężysz, grosz się zawsze przyda. Może fachowcy mieli rację? W końcu oni się znają. Postawiłabyś na swoim to byś usłyszała - dobra pani, ale to na twoją odpowiedzialność, i co, lepiej by CI się do obory wchodziło? Zaczęłabyś się zastanawiać czy aby nie mieli racji... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero połowa dachu, a druga ta gorsza dopiero przede mną, tak dachóweczka na pewno się przyda, moze utwardzę nia teren wokół obory, spieniężyć to raczej trudno będzie, teraz to mało kto taką starą potrzebuje,wolą nową błyszcząca, ale ogłoszenie dałam...



      Usuń
  8. ładny dach...
    najważniejsze bezpieczeństwo... a co by było gdyby ?
    blach może nie wygląda ładnie jak stara dachówka ale dobrze położona nie pofrunie
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak,Joanno masz rację najwazniejsze bezpieczeństwo i w końcu cieszę sie z tego, co już jest!

      Usuń
  9. Widzę, że ominęło mnie sporo ... Ty już w następnym remoncie, utarczki z majstrami, ale ciągle do przodu:-) idzie dobry czas, przybywają pomocnicy, będzie wesoło, gwarnie, nawet teraźniejsze problemy zbledną:-) budynek otrzyma nowe pokrycie i może spokojnie czekać na następne roboty; powodzenia, Amelio, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, u mnie jak widzisz Marysiu remonty się nie kończą! Ale powiem Ci,że ja już przywykłam do tego, że jak lato się zaczyna, to ja z remontem startuję... i to już stało sie normalne!
      Ale cóż było robić, kiedy dach groził zawaleniem, więc i remontowanie konieczne!
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  10. Amelio, ja też nie jestem do "remontów" i też mnie można zakrzyczeć a potem cierpię. Pomyśl sobie tak- jedna przegrana bitwa, nie oznacz przegranej wojny :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam taką dachówkę na stodole. Nie podzielam pomysłów na jej ratowanie. Ani to ładne ani coś.. ciężkie i z wyglądu i po prostu ciężkie jak cholera. Żeby to karpióweczka jakaś była... coś... może. Moja - w każdym razie - z całą pewnością podeprze ścianę szczytową domu ;) Znaczy w gruz pójdzie. Gdybym miał kaskę na taką inwestycję, to bym ją chętnie zamienił na blachę, bo część krokwi nie uniesie przez kolejne lata tych ton obciążenia, a nie będę tam inwestował majątku. Jasne.. każdy by wolał być piękny, młody i bogaty, ale cieszmy się, żeśmy... piękni:) i zdrowi. No to pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń