"Podróż na tysiąc mil rozpoczyna się od pierwszego kroku"

12.03.2015

Wsi spokojna... wsi wesoła.... c.d.

 ... przyjazna dla ludzi i zwierząt!!!

Dalszego ciągu tej opowieści naprawdę nie przewidywałam... choć, nie wykluczałam, iż mógłby nastapić... snując w myślach takie wizje jak ta:
 " ... A wszyscy  ludzie i zwierzęta w tej wsi, żyli sobie długo i szczęśliwie, wspierając się i pomagając sobie wzajemnie."
Jak w bajce! Tylko, że życie rzadko bajką bywa.... i zazwyczaj pisze swoje własne scenariusze, na które my nie mamy wpływu, często mniej bajkowe, a niekiedy wręcz tragiczne.

 

Wczoraj odeszła moja najmłodsza kotka Perełka, miała zaledwie 9 miesięcy. Zatrucie, tak brzmiała diagnoza lekarska, byla już w agonii, więc nic zrobić się nie dało.


 

Gdy wracałam do domu z Perełką, to  cały czas drżałam o życie Róży, która z podobnymi objawami leżała niemal nieżywa w domu. I właściwie to powinnam zaraz jechać z Różą do weta, ale już sił zabrakło.

Perełka odeszła po godzinie. Róża jakimś cudem wydobrzała, choć wygląda jak zjawa, nadal bardzo słaba... widocznie musiała zjeść tej trucizny dużo mniej, a że, to była trucizna, może trutka na szczury, która bardzo zwierzętom smakuje, jak zaznaczył lekarz nie ma wątpliwości, Perełka miała krwotok z narządów wewnętrznych. Strasznie cierpiała. W ten sam sposób zginął Aniołek, a może nawet i Bobo.... a ja w ciągu dwóch miesięcy straciłam trzy kochające istoty!.

Dziś przeszukiwałam  las koło domu w poszukiwaniu czegoś podejrzanego. To szaleństwo, myślałam, to prawie tak, jak szukanie igły w stogu siana! A co ja tam poznajdywałam... chyba musialabym ciagnąć za sobą cały  kontener! A gdy patrzyłam na las, ogarniał mnie jeszcze większy smutek i chciało mi się wyć...!
Całe jego połacie, tuż za moim domem zostały w ostatnich tygodniach wycięte. Pierwszy raz byłam tego naocznym świadkiem, a widok mnie powalił... to prawdziwa pożoga....!





 Taki piękny las. Dostojne, wiekowe dęby, prawie wszystkie w tej części lasu  poszły pod piłę. Te szlachetne drzewa już nigdy nie ujrzą słońca, nigdy nie zakwitną, nigdy nie obsypią się purpurą. Teraz leżą powalone... a ja nad nimi...






Dzisiaj rozmawiałam z sąsiadką, tą od Adasia, mówiłam o Perełce, o tym jak bardzo cierpiała, chcąc wzbudzić w niej jakiekolwiek uczucia, choć wiem, że nie ma ich za dużo, zarówno dla ludzi jak i zwierząt, żałowała nawet, bo taki śliczny kotek... wskazując, iż pewnie było to zatrucie i głośno zastanawiając się, kto mógł to zrobić i dlaczego!?
W końcu, powiedziała, że ojciec widział w lesie chłopaków od P, tego z 9-ką dzieci, mojego byłego stróża, i tego który mi wygrażał, żebym nie zapominała, że tu jest Pa.....wo! To właśnie jego synowie kopali coś w lesie, koło mojego domu. Może to oni wyrzucili trutkę, zastanawiała sie głośno... jako ewentualny powód podając fakt, iż moje koty mają tak dobrze!!!
A więc to tak!  Prawda, moje koty mają lepiej niż dzieci jej i P razem wzięte. A to przecież dobry powód, żeby kogoś zniszczyć, albo przynajmniej móc się nieżle zabawić!?
Czy tak było naprawdę?!

I znów palę znicze, które ostatnio stały sie najczęściej kupowanym produktem... a ludzie pytają co robię i czemu tak wciąż te znicze palę... ?!

O, wsi spokojna... wsi wesoła... wsi przyjazna...!?
Jakże okrutną potrafisz być!!!
I jak wysoką cenę każesz placić tym, którzy pragną tak niewiele... jedynie, spełnić swe marzenia... o tobie!














41 komentarzy:

  1. Amelio, mnie sie to w glowie nie miesci! To sa sprawy dla policji! Ktorzy to pewnie maja gdzies. No bo "o sso chodzi" to tylko zwierzeta. I jeszcze ten wyciety las. Horror.
    Ale wiesz co, w mojej pieknej, ulozonej Alzacji, gdzie ludzie dbaja o zwierzeta, tez sie rozne rzeczy zdarzaja. Moja poprzednia kotka zostala przypuszczalnie otruta przez sasiada. Tak mi powiedzieli w zaufaniu inni sasiedzi, nie mieli nigdy dowodow, ale koty padaly masowo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej rodziny dewiatow i psycholi nie ma prawie dnia, zeby policja nie zajechala... i co, nic...przyjada i pojada, a oni dalej robia swoje!
      Najgorsze jest to, ze to przeciez jeszcze dzieci, a juz tak psychicznie okaleczeni na cale zycie....nic dziwnego, skoro musieli patrzec, jak wlasny ojciec spala zwierzeta na ich oczach!!!
      Tak, pewnie wszedzie dzieja sie takie rzeczy, choc to slabe pocieszenie...

      Usuń
  2. Brak słów. Strasznie Ci współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszędzie wycinają co się da..i wykładają też trutki na lisy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale trutki na lisy nie są szkodliwe, one mają leczyć lisy, a nie zabijać, tak przynajmniej mi powiedziano... ale lasy, to masowa wycinka stuletnich debów, to straszne, gdy to zobaczylam ryczlam nad tymi debami, a oni patrzyli na mnie zdziwieni i pytali, czy mi ktos umar!!!

      Usuń
    2. to szczepionki przeciw wściekliźnie..ale miejscowi wykładają zatrute aby się pozbyć lisów co im kury wyjadają..

      Usuń
  4. Smutne i straszne.
    Oby złe przeminęło.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutek, złośc i bezradność - to własnie czuję, czytając Twojego posta. To czuję ostatnio zbyt często - gdy patrzę na wycinane bezmyślnie setki drzew i krzewów na polach, gdy widze wypalane trawy i wyobrażam sobie te wszystkie zwierzęta, gdy jadąc przez Polske widze kolejne przejechane zwierzę. Jadąc na ostatnie warsztaty zryczałam się jak dziecko - we wsi, ograniczenie do 30, przed bramką, na jezdni leży kot. Drugi patrzy na niego, jakby mówił - chodź, no co jest? Bałam się, że i jego za chwilę cos potraci - zatrzymałam sie i przeniosłam martwego biedaka na bok. A potem się spłakałam. Współczuję Ci ogromnie. Bo na ludzką podłość nie ma siły. A policja? Wzruszą ramionami i powiedzą - to tylko koty...
    Przytulam mocno
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej przerazające jest to, jak wielka znieczulica panuje w spoleczenstwie i jak coraz wieksze kregi ona zatacza. A sprawcy sa coraz mlodsi, niekiedy sa to jeszcze dzieci, tak jak w moim przypadku... dwoch mlodych chlopakow wyrzucilo trutke do lasu, kolo domu aby otruc moje zwierzeta, a powodem jest jedynie zawisc, zazdrosc... I tak oto rosnie nam nowe pokolenie, psychopatow i dewiatow!
      Empatia powinna stac sie obowiazkowym przedmiotem szkolnym, wprowadzonym natychmiast.
      Wiesz Asiu, zeby ci wszyscy ludzie mieli choć czastke naszych serc... tak mało i tak wiele potrzeba, zeby swiat stał się lepszy!

      Usuń
  6. Czytałam Twój tekst wczoraj i nie potrafiłam wydusic z siebie słowa, w taki smutek popadłam, że Ty - tak dobra, ufna i wrażliwa osoba trafiłaś w tak nieprzyjazne miejsce. Trochę za duzo tego na jedną osobę.Może wszystko, co złę już sie wydarzyło? Może już teraz będzie lepiej. Lasu żal. Ale wycinają wszędzie. Musiałąbyś mieć dom i własny las przy domu - wówczas tylko miałabyś jakąs gwarancję, że Ci nikt tego nie zniszczy. W Australii grodzą lasy i wstep do nich przypadkowych osób jest wzbroniony. Dla turystów to irytujace, ale właściciele przynajmniej moga być spokojni o swoją własnosc.
    A może dałoby sie sprzedać dom i przenieśc gdzie indziej? Na Podkarpaciu np. ludzie jacyś zyczliwsi (chociaż i tu znajdują sie czasem podejrzane typy, które gustują w kłusowaniu na ten przykład).
    Amelio, przytulam Cię mocno, kochana dziewczyno!♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie przypuszczałam, ze to jacy sa ludzie moze mieć tak wielkie znaczenie... teraz już wiem, zanim kupi sie dom, należy sprawdzić, kto w pobliżu mieszka i choc to trudne, jednak możliwe. Ja tego nie zrobilam... choc myślę ze nawet gdybym to wiedziała, to i tak urok domu przeważył by szalę.
      Widzisz i ja o tym pomyslalam, własnie o sprzedaży... bo jak dalej żyć w tak nieprzyjaznym miejscu!?

      Usuń
    2. Dom, to nie tylko mury wraz ze swoja przeszłością, tajemnicą, czy urokiem. Dom to przede wszystkim ludzie go zamieszkujący. Życie, które sie w nim toczy. Aby dom zył i tętnił dobrymi uczuciami, to ludzie oraz wszystkie stworzenia mieszkajace w nim muszą być spokojne i szczęśliwe. No tak, ale na szczęscie domu ogromny wpływ ma tez jego otoczenie. Przecież on nie jest jakąs samotną, niepodległą zewnętrzu wyspą. Gdybyż to dom stał sobie na chmurce i otoczony był radosną tęczą, albo i mgłą, by nie być widzialnym i dotykalnym dla zła i znieczulicy tego świata...
      Oddałaś temu domowi mnóstwo swojej dobrej energii. I dom to docenia, bo rozkwita jak niegdys, bo jest ciepły i swojski, ale czy to pozwoli mu na dalszą, spokojną egzystencję? Czy ta zła energia płynąca zewsząd nie zniweluje tej dobrej? Bo na pewno masz w sobie jeszcze mnóstwo tej pozytywnej energii - sił witalnych i duchowych by nadal czynic dobro. Tylko czy powinnaś oddać to temu własnie miejscu, gdzie zło potrafi obrócic wszystko wniwecz?
      Ty ze swoją pozytywną energią, empatią i chęcią dzielenia sie dobrem powinnaś mieszkac w miejscu, gdzie jest to mozliwe, zauwazane i doceniane przez otoczenie (a przynajmniej nie niszczone!). Powinnaś mieć mozliwosc życia w spokojnej symbiozie z otoczeniem. A nie w lęku, goryczy, nieufności i smutku.
      Stawiam sobie samą siebie na Tmiejscu i myśle, ze czując sie tak, jak Ty sie teraz czujesz miałabym w tym momencie potrzebę ucieczki stamtąd. Bo przecież zycie jest jedno i nie warto poświecać go na szarpanine, walke z wiatrakami. Jedyne, co wazne to czynić dobro i być szczęsliwym, mogąc to robić.
      Można wierzyć, iz całe zło, które sie stało oprózniło przynależną temu miejscu i Tobie czarę goryczy i smutku. Moze juz teraz będzie lepiej a po fali smutku nadejdzie fala spokoju i optymizmu. Oby tak było, bo jesli nadal miałoby być tak, jak jest albo i gorzej...?
      Nie wiem Amelio, czy łatwo sprzedać dom w Twoich okolicach. Czasem trwa to latami...

      Usuń
    3. Dom napewno nie jest łatwo sprzedać, zwłaszcza teraz w obliczu kryzysu i zastoju w nieruchomościach, ludzie szukaja raczej tanich starych domów, aby je tanim kosztem wyremontowac, wiec pewnie nie jest łatwo... ale mozna miec szczescie i kupca znalezc szybko. Nic nie zaszkodzi spróbować.
      Widzisz Olu, ja juz sama od dawna bije się z ta myslą, że nie moge dalej mieszkać w takim miejscu, bez ani jednej zyczliwej duszy wokól.
      Tylko, jedna sprawa naprawdę mnie przeraża... zaczynanie ponownie wszystkiego od poczatku... wtedy mialam ta energie i siłe, teraz nie wiem czy po raz drugi zdobyłabym się na coś podobnego...

      Usuń
    4. Amelio! Sama kilka razy w życiu zaczynałam wszystko od początku, więc wiem jakie to trudne. A z wiekiem coraz trudniejsze - lecz nadal mozliwe! W zyciu w ogóle zmiany sa dobre. Co jakiś czas trzeba sobą potrząsnąc by nie zastygnąc w stanie powtarzalnej codzienności, nie stawiającej przed nami żadnych wyzwań egzystencji.
      Sama nie wiesz, ile masz w sobie sił, póki nie musisz wziac sie z czymś za bary, postawić przed sobą jakiś cel.
      Skoro dałaś radę tak gruntownie zmienić swoje zycie przenosząc sie z miasta na wieś. I to sama jedna!!! To dasz radę jeszcze raz pójśc w nową drogę. Tym bardziej, że chodzi tu o Twój i Twoich zwierząt los. Tym bardziej, że wiesz, iż może być lepiej. Tym bardziej, że tu, gdzie teraz mieszkasz nauczyłaś sie tak wiele o sobie i ludziach. O cięzkiej pracy. O zadowoleniu z niej. I o tym, co najwazniejsze - o dobru i spokoju, które są najcenniejszymi wartościami w życiu.
      Uważam, że nic w zyciu nie dzieje sie bez przyczyny. Skoro trafiłaś tam, gdzie jesteś, widocznie tak miało być. Czegos to miało Cię nauczyć. Na coś sie w przyszłosci przydać. Na pewno nie na to, byś teraz poddawałą sie i popadałą w marazm.
      Zobacz, ilu przyjaznych Ci ludzi spotkałaś dzięki blogowi. W realu tez mnóstwo jest takich istot. I trafisz na nich teraz łatwiej nauczona obecnym, trudnym doswiadczeniem.
      Dorosłosc jest trudna. Dojrzewanie nigdy sie nie kończy. Czy chcemy, czy nie chcemy wciaz sie czegos uczymy - najlepiej, niestety, na własnych błędach.
      Mnóstwo ciepłych mysli Ci zasyłam i wierzę, że dasz radę podjac dobrą decyzję i jeszcze nie raz ucieszyc sie życiem!;-))***

      Usuń
    5. Olu, dziekuję za te słowa, tak dużo one dla mnie znaczą, dodają sił i wiary, że nie wszysstko jeszcze stracone i że zawsze można spotkać kochanych, życzliwych ludzi, takich, jak Ty i moje blogowe kolezanki.
      Tak, zawsze mozna zaczać od nowa, a jesli tak naprawdę ma być, to i siły się na to znajdą i wsparcie Wszechswiata!
      Spróbuję Olu przynajmniej dać ogłoszenie o sprzedazy domu, a potem zobaczymy co dalej! Sciskam serdecznie

      Usuń
  7. Bardzo Ci współczuję... Podobnie jak Asia, nie mogę czasem znieść tego złego co jest wszędzie wokół. Mam nawet wrażenie, że czasem pogrążam się w jakimś dziwnym melancholijnym smutku i przeraża mnie to bardzo... Najgorsza jest ta bezradność, że nie można nic zrobić. Nie można pomóc. Czasem myślę, że trafiłam do jakiejś lepszej wsi jak czytam te wszystkie opisy, a czasem że jestem po prostu ślepa... Trzymaj się ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są wsie naprawdę lepsze, sama takie znam i spotykałam podczas mojej wędrówki, ale trafiłam własnie do takiej nie najlepszej, masz wielkie szczescie jesli u Ciebie jest inaczej!

      Usuń
  8. Tak szukałas swego miejsca, tak cieszyłaś się, tak bardzo wiele tam przeżyłas, i aż żal ściska serce , że ludzi, ludzi tylko tam brak.....Życzliwy sąsiad to tak ważna sprawa..oj oj..co tu więcej pisać..zamilknę..scisakjąc Cie mocnoooooooooooooooo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda życzliwy sąsiad to tak ważna sprawa, zwłaszcza tutaj na wsi... tylko skąd to wszystko mozna wiedzieć, człowiek musiałby być czarnowidzem... sciskam również!

      Usuń
    2. Sciskam , przytulam i jetsem jakbys chcuiała się wygadać:):

      Usuń
  9. Naprawdę trudno pocieszyć słowami. Tak się przecież nie da żyć. Amelio, sprzedaj ten dom. Tam jest Ci po prostu źle. Żadne krajobrazy, wschody czy zachody słońca tego nie zmienią. Wiem, że to trudna decyzja, ale ja na Twoim miejscu nie wahałabym się już ani chwili.
    Mam znajomych, którzy tak jak Ty i wielu z nas znaleźli "swoje miejsce", stary dom, w cudownym miejscu. Życie jednak tam okazało się dalekie od marzeń. Męczyli się wiele lat, ale w końcu byli u kresu. Podjęli decyzję i choć domy tam rzadko szybko i dobrze się sprzedają. Widać była to właściwa decyzja, bo i znaleźli swój nowy dom - szczęśliwy wśród życzliwych ludzi, na drugim końcu Polski i sprzedali stary szybko za cenę. jakiej sobie życzyli.
    Bardzo Ci współczuję i ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak , coraz częściej myślę o tym,że tak dłużej nie da się żyć...i coraz częsciej myslę o sprzedaży... tylko nie wiem, jak znależć mam na to siły?!!!

      Usuń
  10. Jest mi niezmiernie przykro... nie umiem wyrazić słowami tego co czuję kiedy czytam Twój post...
    A może Rogata Owca ma rację i najlepszym dla Ciebie rozwiązaniem jest poszukanie nowego miejsca?

    Przesyłam moc uścisków i trzymam za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Loono, dziękuje za zrozumienie... i wsparcie.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  11. Tak mi przykro:(((
    Kiedyś myślałam, że wszędzie można znaleźć życzliwych ludzi. Trzeba tylko chcieć i być życzliwym dla innych, a odpłacą tym samym. Teraz wiem, ze to nie takie proste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że wystarczy być życzliwym i czynić dobro, a ono do nas wróci... tak też czyniłam, dawałam tym dzieciakom ubrania, zawsze dobre słowo... ale okazało się to niewystarczajace.... tu potrzeba by było dobrego terapeuty, a z drugiej strony to szkoda tych dzieciaków, 9 tka dzieci zmarnowana tylko w tej jednej rodzinie, to straszne żniwo!

      Usuń
  12. Amelio... dla mnie też wieś ta moja z marzeń.. była sielska i przyjazna zwierzakom... niestety tak jak i Ty zawiodłam się... na ludziach...
    niby mieszkam raptem 9 km od dużego miasta... w gminie ( w samym jej środku ) ale... przeżywam takie same dylematy co i Ty... drżę o 7 moich kociaków i sunię...
    u nas też koty trują i moje delikatne dochodzenie doprowadziło mnie do... radnego... nie stać mnie teraz ale mam zamiar założyć jakieś kamery by móc udowodnić cokolwiek komukolwiek...
    najgorsze jest to, że nie ma komu zaufać... ploty, ploteczki i ta zawiść... ręce opadają...
    ale spróbuję nie dać się... z jakim skutkiem ? tego jeszcze nie wiem

    OdpowiedzUsuń
  13. Współczuję! Tak, takie rzeczy zdarzaja się wszędzie, dzis rozmawiałam ze znajomą z miasta, jej kota otruł sasiad... bo nie cierpiał kotów! To straszne... jak okrutni potrafia być ludzie, niekiedy naprawdę moglibysmy uczyc sie całego dobra od zwierząt, ale dla wielu to tylko przecież głupie zwiarzaki... a o mnie myślą ze pomylona jestem, bo je kocham i o nie walczę.
    Joanno, tak, ta zawiść najgorsza, to podłoże wszystkiego... zycze wytrwałości i uważaj proszę, ludzie potrafią się mścić, nie przebierając w środkach!

    OdpowiedzUsuń
  14. Brak mi słów, Amelio, nie wiem, co napisać. To po prostu jakiś horror... Pierwsza myśl - uciekaj stamtąd! Podpisałabym się obiema rękami pod tym, co napisała Rogata i Olga! A jeśli myślisz: nie dam rady zaczynać od początku, to spytaj siebie - czy dasz radę tkwić w tym horrorze dalej?!
    Nie ma miejsc idealnych, ale to, co Ciebie spotyka, wykracza poza moją zdolność pojmowania...
    Amelio, troszkę Cię poznałam... jesteś prze-silną babką ;) nie żadne tam ciepłe kluchy, wrażliwa ale twarda ;) może zbyt romantyczna... ale kto ma miękkie serce, ten musi mieć twardą d**ę... Wiem, że dasz radę, zresztą Ty sama przecież to wiesz... ratuj siebie i zwierzaki. To miejsce to Zło. Ale może da się dobrze sprzedać...
    Ściskam najczulej, kochana Amelio. Gdybyś potrzebowała pomocy, jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Inkwi... wiem,dobrze ze jesteś!

      Usuń
  15. Boże, Boże. Co za ludzie! 3 kochane czule zwierzęta w tak krótkim czasie.
    W jakim celu wycięli te drzewa? Na opał czy będzie się tam coś budować?
    Też tak od razu pomyślałam, zwiewaj kochana, bo to niedobre miejsce, zła energia, źli ludzie. Pewnie nieszczęśliwi ale to inna sprawa. I raczej ich nie wychowasz. Sam cudny dom w pięknym miejscu to trochę za mało.
    Daj ogłoszenie o sprzedaży, rozpuść wici na blogu że szukasz przyjaznego miejsca i niech te dwie wiadomości idą w świat. Pewnie gdzieś czeka na Ciebie Dobre miejsce i dlatego takie zamykające sprawy Ci się przydarzają. Posłuchaj Olgi, to mądra Kobieta.
    Za rok napiszesz, jak Karen Blixen w Pożegnaniu z Afryką: Miałam 100 letnią chatę za wsią.
    Niech się wydarzy co najlepsze dla Ciebie Amelio. Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wsi sa kurniki, martwe kury zasypuja wapnem i wyawalają do lasu, może więc moje zwierzęta te oto zatrute kury zjadły... tylko gdzie jest sanepid, pewnie dostali niezłą działke od własciciela kurników, więc ów czuje się bezkarny i truje zwierzęta i otoczenie n ie mówiac już o własnych biednych kurach!
      Las wycięli na opał.
      Marzy mi się taka mała drewniana chatka jak Twoja Krysiu...

      Usuń
  16. Amelio, przemawia przez Cibie ogromy żal i czuć, że wątpisz, czy to dobre miejsce dla Ciebie. Oczywiście najprościej byłoby sprzedać, szukać lepszego miejsca. Tylko, że, kto zagwarantuje, że takie znajdziesz? Moi znajomi też położyli wszystko na jedną szalę i swoje wykształcenie i możliwość mieszkania wygodniej, w mieście, na dobrych posadach. Nasza wieś podobna do Twojej, alkohol tam rządzi, są awantury rodzinne, policja, siekiery i ganianie się z nimi po chałupach. Też na początku byli odrzuceni, ale powolutku...bo jest też kilka młodych osób, które zaangażowane w działalność znajomych, chce innego życia. Dziewczyny zaczęły kończyć porzucone szkoły, choć młodo zostały matkami, chłopcy angażują się do różnych akcji. Wiem, znajomi postawili na edukację i zmianę stylu życia tych ludzi, włączają ich różne akcje, które znajomi organizują. A może znajdziesz, choć jedną, dwie, trzy kobitki, czy młode dziewczęta, które zaprosisz na wieczorek przy cieście? Na pogawędkę, na wspólne np. pieczenie chleba, zrobienie przetworów? Przy okazji tych spotkań i rozmów zaczniesz "uczyć" wrażliwości, innego spojrzenia na świat? Może by przyszły z dziećmi? Byłaby okazja, żeby im pokazać, jak można kochać zwierzęta? O, że małe kotki to też dzieci... A może jest tam jakiś "Janek", albo "Romek" nie do końca zepsuty, którego byś mogła zaangażować do drobnych prac i przy okazji pogadać sobie...
    Przynajmniej nie od razu będziesz mogła zmienić miejsce zamieszkania, a takie działanie można zacząć od zaraz. Z pewnością znajdziesz, coś, czym tym ludziom możesz zaimponować
    Może jestem fantastką, ale z pracy wiem, że najtrudniejszych, najoporniejszych można przekabacić, mam takie malutkie sukcesy na swoim koncie.
    Ja Ci życzę powodzenia, strasznie mi smutno,że tak u Ciebie się porobiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Mnemo, ja tez tak chciałam, miałam masę pomysłow na to miejsce... warsztaty, spotkania, plenery i etc. ale jakoś tak po poczatkowej euforii wszystkiego zaniechałam, oklapłam... choć planów nie porzuciłam... dzis pogadałam z tymi chłopakami, pomagali mi kopać dól... i odetchnęłam z ulga to nie oni wysypali trutke do lasu, to ten facio z kurników byc może, nikogo za rękę nie złapałam wiec nie wiem do konca, ale to prawdopodobne.
      Tak, najprościej jest sprzedać i odejść... trudniej stawić temu czola, a może właśnie tak trzeba, coś zrobić, zmierzyc sie z ta rzeczywistością... może taki jest cel, tego że tu jestem, w tym zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu, skoro wszystko w życiu jest po coś?!!!

      Usuń
    2. Amelia bardzo proszę napisz do mnie maila,bo Twój nie działa.
      Danjutka@gmail.com

      Usuń
  17. O matko, pierwszą myslą po przeczytaniu było .... niech Ona stamtąd ucieka jak najdalej.
    Tylko jak łatwo to powiedzieć, a już zrealizować trudniej. Jakie szczęście, że moja wioska normalna pod tym względem .... a może wszystkiego nie wiem ?
    Ale takiej patologii nie mamy.
    Oni wszyscy tacy odważni bo mieszkasz sama, pewnie inaczej by było gdyby ktoś z Tobą mieszkał ... i czasami "ich językiem" zagadał.
    Dawaj Amelio ogłoszenie i wszyscy będziemy kciuki trzymali by szybko kupiec się znalazł.
    Serdeczności przesyłam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Amelio, bardzo mi przykro. Dziewczyny chyba wszystko napisały i ja też uważam, że łatwo uciec, ale co potem? Z drugiej strony walka z wiatrakami też jest bezsensowna- sama musisz wybrać. Ja 2 tygodnie teemu straciłam ukochaną suczkę przez niedouczoną wetkę, wiec rozumiem twój ból. Serdecznie pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj, jestem u Ciebie pierwszy raz. Wpis ten bardzo mnie zasmucił. Marzę o wyprowadzce na wieś ale takie historie jak Twoja nie są rzadkie i mnie przerażają. Tu gdzie mieszkam jestem uwięziona jak ptak w klatce ale moje trzy koty są bezpieczne.
    Przerażające jest to co piszesz, ale wiem, że tak bywa, że ludzie są podli, nieczuli i okrutni. Ja bym wieszała na przydrożnym drzewie takich - tak dla ostrzeżenia.
    A tych dębów też strasznie mi żal.
    U nas były leśniczy ściął dwa ogromne dęby bo dostał lewe zlecenie na drewno z nich. I natura mu odpowiedziała - jego syn mieszkający w domu wybudowanym częściowo za te kasę i wykończonym tym drewnem walczy z nowotworem. Ja wiem, że to nie ładnie ale nie mogę się powstrzymać od myśli, że może gdyby zostawił te wielkie drzewa to wszyscy byliby zdrowi i szczęśliwi...
    Przykro mi z powodu zwierząt Twoich - bardzo.

    OdpowiedzUsuń