"Podróż na tysiąc mil rozpoczyna się od pierwszego kroku"

10.01.2015

Serce domu.

Właśnie dziś, siedząc przy kaflowej kuchni  i grzejąc się w jej ciepełku... przyszla mi do głowy myśl, że oto mój dom ma  Serce... a jest nim kuchenny piec.

 


Piec, który od dwóch lat nie działał i był jedynie kuchenną ozdobą, tego lata został uruchomiony. A dokonał  tego pewien kominiarz, który pojawił się u mnie niespodziewanie, jakby przewidział, że jest tu coś do zrobienia. I gdy dowiedział się w czym rzecz, długo oglądał piec ze wszystkich stron, jak unikat jaki, dumał, pukał, stukał, zaglądał do środka... i w końcu orzekł, że można zaryzykować i wybić dziurę w kuchennym kominie, który to wówczas ów zdun wymurował i być może tam tkwi przyczyna, ale on niczego nie gwarantuje.  Akurat wtedy była u mnie sąsiadka, syn, córka... i wszyscy jak jeden odradzali.
"I na co taka landara" mówiła sasiadka " tylko koty się na niej wylegują, niech rozbierze lepiej, chleb kupi, tani jest przecie, co bedzie piekła, tera na wsi juz nikt chleba nie piecze, kupić wszystko można, a kafle niech  sprzeda, koty przepędzi i kupi jakie nowe szafki kuchenne, bo na te stare to i patrzec nie idzie!"

Prawda, zgodziłam się... piec wyburzyć, koty przepędzić,  nowe szafki postawić... i zyć zacząć normalnie... czyli jak... nie wiedziałam.
I tylko kafli szkoda... tyle się przecież za nimi  najeżdzilam po różnych wsiach, naszukałam, a potem wiozłam je z tak daleka...Uffff... westchnęłam ciężko, po czym zwrócilam się do zdziwionego chłopa...  "a niech natychmiast i to zaraz...wybija tę dziurę!" i pojechałam do sąsiada po młot pneumatyczny.

A potem, oj działo się! W kuchni i w całym domu zrobiło się siwo, przez otwarte drzwi i okna waliły chmury pyłu, wszyscy pouciekaliśmy na dwór, a ja  myślałam, że być może będę miała ten swój wymarzony piec, ale za to mój dom w gruzach legnie!
Po czym nagle wszystko ucichło. Pomyślałam, że to już koniec, pewnie jaka ściana runęła. I nagle dał się słyszeć triumfalny krzyk chłopa "Jest!!!!"

Rzuciliśmy sie wszyscy do niego, a on stał przed domem, który był cały o dziwo, dzierżąc w rękach dwie cegły! Oto cała przyczyna, powiedział wskazując na cegły. To był  najprawdopodobniej szalunek, który owemu zdunowi wpadł do komina, gdy go murował, nie wyjął ich i one zapchały komin, który nie ciagnął, dym się cofał i kuchnia nie działała.

I tym oto sposobem moja kuchnia została naprawiona, ale nie w całości, o nie, częśc z piecem chlebowym nadal nie działa, należałoby zdaniem owego chłopa rozebrać całą kuchnię, a przynajmniej jej połowę , bo przyczyna leży w żle ułożonych kanałach. Może więc kiedyś to zrobię, kiedykolwiek... przecież mi się nie spieszy... stary dom i tak remontuje się przez całe życie... więc mam czas. Całe pokłady czasu.
Skoro najgorsze mam już za sobą, czasy, gdy na oknach był szron, a ja aby ugnieść ciasto na chleb zamykałam się w łazience, bo w kuchni nie szło nic zrobić. Wtedy nawet mój salon mieścił się w łazience. I nawet wstawiłam tam sobie wygodny fotelik i lampkę, żeby przytulniej było  i czytywałam wieczorami, na kompie nie sposób było nawet posiedzieć Ech, to były czasy!

A teraz  mam  luksus. Mogę sobie w kuchni napalić kiedy tylko zechcę i nie potrzeba do tego nawet jakiegoś specjalnego opału. Można się wygrzać, ugotować, zwykle pyrka u mnie jakaś zupa, podrzemać, poczytać, pogapić się w ogień. Tak spędzam całe dnie, gdy na dworze zimno, a przy ogniu ciepło, przytulnie. Zresztą wszyscy, cała moja siódemka lubi się przy nim wygrzewać.

 

Żyję tak, jak  kiedyś się żyło, z piecem w sercu domu, gdy  ludzie grzali się w jego cieple, snując opowieści w długie zimowe wieczory. Niekiedy nawet spali przy nim, gdy mieli zapiecek.
Tak, jak u mojej babci. Babcia miała kuchnię kaflową z zapieckiem, na którym leżały skóry owcze, a każdy kto chciał mógł się na nim położyć.

O tak, kuchnia z zapieckiem to cudowna rzecz . Ja, gdybym raz jeszcze coś budowała czy  remontowała, to koniecznie postawiłabym na środku izby wielki piec z zapieckiem.
Piec, stół i łóżko. To co najważniejsze.

I teraz, gdy przychodzi sąsiadka, mości się od razu przy piecu. A ja robię gorącą herbatkę z czarnego bzu. A ona wyciąga zmarznięte ręce do ognia i  mówi  " Jak teraz ma ciepło, a tak zimno zawsze miała, że aż przychodzić sie nie chciało, a teraz to inaczej. Jeszcze tylko jak koty wyrzuci na dwór i psów nie bedzie wpuszczać, to już dobrze mieć bedzie."

 


 

A najbardziej na ciepłej kuchni lubi wygrzewać się Perełka, mój najmłodszy kociak



I zawsze miałam takie dziwne odczucie, że czegoś mi brakuje. Chodż, dokładnie nie wiedziałam czego. Teraz już wiem.
Serca Domu nie było.
I pewnie dlatego lodowaty chłód panował wszędzie. Nawet palenie nie skutkowało.
Teraz to Serce Domu go ogrzewa.

I tylko ja...  piekę chleb nadal w piekarniku...











 


42 komentarze:

  1. Też mam takie buchające ciepłem serce domu. Bez pieca kuchennego nie umiałabym funkcjonować.Cieszę się, że masz wreszcie ciepło. Pamiętam jak marzłaś zeszłej zimy. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już teraz nie umiałabym bez niego funkcjonować, jak szybko człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja! Ciepłej zimy Owieczko życzę.

      Usuń
  2. Amelio, jakie piękne to serce twojego domu... I te koty i psy, grzejące się przy nim, to cała radość tego miejsca. Żal mi trochę twojej sąsiadki, że omijają ją takie radości, ale to niestety jest podejście wielu mieszkańców wsi.I żal mnie też ogarnął, podczas remontu i zakładania gazu musiałam zlikwidować piec kuchenny... Wiem, że nie dałabym rady sobie teraz z paleniem, ale mi brak tego żywego ognia. Pozdrawiam bardzo ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Mika, moja sąsiadka to bardzo biedna osoba, choć opływa w różne rzeczy i ma np. dwa samochody i te wszystkie inne gadżety, ale jej psy i koty często chodza głodne, i progu domu nie moga przestąpić. To biedne stworzenia, moja Wandzia jest właśnie od niej, zmieniła sobie sama dom, tak dobrze miała!
      Wielu ludzi na wsi tak traktuje zwierzeta, chodż wydaje mi się, że to zależy od człowieka, u mojej babci na wsi zwierzęta zawsz godnie były traktowane.

      Usuń
  3. U mojej mamy ciągle jest taka kuchnia, ale mama chleba już nie piecze. Ogień jednak pali się codziennie, serce domu bije:) I koty się plączą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak serce domu bije i koty się plączą to już dobrze!

      Usuń
  4. Amelio, tak się cieszę, że nareszcie macie ciepełko, bijące serce każdego domu uruchomione. A piec z zapieckiem to by dopiero było bajeczne i magiczne centrum świata.
    Ale mnie zachwyciła podłoga w kuchni, to moje ulubiona pompea, ja mam z niej blaty na stoły kuchenne, w domu i chatcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, blaty na stoły to świetny pomysł, może tez o tym pomyślę, zostało mi jeszcze troche tych płyt, a musze jakies szafki kuchenne sklecić, bo sąsiadka już na te moje patrzeć nie moze, zreszta prawde mówiąc, już prawie się rozlatuja.
      Wiesz co, te płytki były bardzo tanie, najtańsze jakie widziałam i nikt ich nie kupował, bo takie nie trendy... i niebieskie do tego... wszzyscy sie dziwili ze ja coś takiego na podłoge kupuję, a teraz nie ma człowieka, który by się nie zachwycił moją podłoga... a niektórzy mówia, że wygląda jak pałacowa. One wyglądają jakby były recznie malowane, dlatego tak mi się spodobały.

      Usuń
  5. Koty musisz wygnać!... ;)
    Tak, teraz Twój dom jest żywy i bezpieczny. Jest Twoją ostoją ;) Jakże się cieszę,że masz wreszcie ciepło!
    I jak wiele może spieprzyć dwiema cegłami majster, który nie zna się na robocie..
    W każdym razie Amelio droga - pal w piecu, grzej siebie i koty i napawaj się tym cudem.
    Postaramy się odwiedzić Cię w marcu. Ściskam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że Wasz Jarek się odnalazł!
      I do zobaczenia!

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. no właśnie... wiedzą i kazdego dnia świętują swoje życie, wylegując się na kanapach, więc bierzmy z nich przykład!

      Usuń
  7. Masz rację, że taki piec (i kuchnia ) są sercem domu. Kiedy jeździłam na wieś do cioci chyba nigdy nie zdarzyło nam się usiąść w pokojach- zawsze zbieraliśmy się w przy kuchennym piecu :) Do pokoików szło się wieczorem, spać. Zawsze na ochotnika zgłaszałam się do palenia we wszystkich piecach :) Bardzo żałuję, że w swoim domu nie mam kaflowej kuchni ani pieca, kominek to jednak namiastka. Bardzo się cieszę, że już nie marzniesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że u mnie jest tak samo, kto nie przyjdzie siada przy piecu, my nawet w swięta siedzielismy przy nim i "na pokoje" wcale nas nie ciągnęło. Coś magicznego jest w tej kuchni... kominek się nie umywa!

      Usuń
  8. Pamiętam takie zielone kafle miała kuchnia moich dziadków.Do tego był jeszcze piec też z zielonych kafli z jakims ornamentem. Kuchnia miała taki wpuszczany pojemnik na grzanie wody i duchówkę z boku,a w piecu była komora do pieczenia chleba.Po latach babcia i najmłodsza córka sprzedały to siedlisko.Nie wiem czy nowy właściciel -człowiek z miasta-zachował tę kuchnię.Posesję kupił na letnisko dla siebie.Tu gdzie mieszkam też jest kuchnia kaflowa ale już nie taka stylowa,zwykłe białe kafle.zamontowany jest w niej tzw kociołek z płaszczem wodnym i podłączone to jest do centralnego.W ten sposób ogrzewam cały dom.Bardzo lubię to trzaskanie ognia w kominie i pewnie nie zamienię na żadne nowoczesne formy typu kocioł co.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie lubię swojego centralnego, najchetniej wcale bym w nim nie paliła, ale wodę muszę grzać, no i pozostałe północne pokoje ogrzewać, choć są dni że rezygnuję z palenia w c.o. i grzeję tylko kuchnią, a wieczorem w kominku, wolę zdecydowanie to naturalne ciepło, niż grzejnikowe, jest coś niezwykłego w tym ogniu trzaskającym w kominie a i powietrze w domu zdrowsze.

      Usuń
  9. Masz rację, taki piec dopiero stwarza Dom... A ludzie nie wiedzieć czemu gonią za tym, co nowe. I ciekawe, że na wsi oburzają się, że zwierzaki mieszkają w domu... Niby żyją bliżej natury, ale i troszkę obok. Bardziej "miastowi" niż miastowi :DDDD
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ci na wsi stają się coraz bardziej miastowi i wcale tego nie ukrywają, i nie dla nich już "zgrzebna chata" z chmarą, bo zwierzaków,które jedynie brudzą pokoje.
      W mojej wsi i w okolicy nikt nie ma już kuchni kaflowych, piecy, nikt nie piecze chleba, a ci co kupuja stare domy do remontu, wywalają stare piece i kuchnie, a zakladają wszystko nowe.
      Idą z postępem... ja wracam do tradycji, nie rezygnując z postępu.

      Usuń
  10. Akurat, już widzę, jak wygnasz te koty;)
    U mojej mamy długo była kuchnia, taka z kaflami, ale mała, nie taka dostojna, jak Twoja. W piekarniku piekły się ciasta, ale chleba mama nie piekła. Pod kuchnią, bo była na nóżkach, spały koty i psy w zgodzie. W kuchni było zawsze piekielnie gorąco, blachy aż czerwone, mama, tak lubiła. I wszyscy, którzy przychodzili nie chcieli na pokoje, tylko w tej kuchni, przy tym piecu......... Jeszcze stoi gdzieś w stodole, bo teraz jest CO i kuchenka gazowa.....jest czyściej, nie trzeba skrzynki z węglem nosić, popiołu wymiatać.....
    Ale nie ma gdzie spalić igiełek sosnowych od choinki, zawsze przy rozbieraniu choinki sypało się trochę igieł na blachę i pięknie pachniały........
    Ja bym rusdzyłą tą część chlebową.
    A z moich przypadków piecowych, to, kiedyś w domu, który wynajmowałam, był piec kaflowy. Pewnego dnia coś runęło w tym piecu, a na pokój buchnęła sadza. Wszystko było w sadzy, czarno, łącznie ze ścianami. Przyjechał ojciec i uznał, że piec stary, obluzowały się cegły i któraś spadła. Tak było, przyjechał prawdziwy zdun, starej daty, zorebrał część pieca i wyjął takie cegły. Resztę polepił i piec działał dalej. Dziś w najbliższej okolicy nie ma juz żadnego zduna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świete słowa Mnemo! U mnie koty są i zawsze będą na pokojach!
      Toż to ja bez nich już i funkcjonować bym nie umiała!

      Usuń
  11. Cudny Twój piec Amelio....i kotom dobrze przy nim...jakie to wazne - takie Wasze wspólne, proste, ciepłe szczęscie...
    Z miejscowymi trudno osiągnąc pozoruzmienie w kwestii kotów i psów w domu. Ale na szczęście nie musimy się dostosowywac. Na stosie nas nie spalą przecież...
    Nie mam takiego pieca jak Ty, niestety...Tylko taki tam żeliwno-przenośny, masowo kiedyś produkowany, ale jest. Palę w nim. Grzeję sie w kuchni. Obok mnie teraz rudy kot....
    Pozdrawiam Cię ciepło z ciepłej kuchni!***

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze Olu, że chodż mały piecyk jest, zawsze to choć troszkę nacieszy oczy blaskiem ognia i ciepełkiem.
    A wiesz, ze rudy kot to na szczęście!
    Ja mam dwa rude, mamę i jej dziecko, które sobie zostawiłam.
    Niechaj więc szczęście i radośc Cię nie opuszcza, a rudy kot pewnie już się o to postara!

    OdpowiedzUsuń
  13. Takiej kuchni kaflowej to mi brakuje. Żałuję bardzo, że kuchnię mam mała i cięzko byłoby wcisnąć. Moje koty okupują krzesła i fotele poustawiane specjalnie dla nich przy kaloryferach. Takie sa bardziej...współczesne:-))
    Pozdrawiam najserdeczniej
    Asia z Siedliska pod Lipami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na poczatku miałam stara westfalkę, którą ogrzewałam cały dom, ale zimno było pieruńsko, bo cóż taka westfalka mogła, ale nie zajmowała duzo miejsca w kuchni i dawała też cieplo, mozna było na niej ugotować i ogrzać się.
      Może cos takiego zmieści się do Twojej Asiu kuchni. Zawsze to miło posiedzieć przy ogniu i coś popichcić sobie na nim. Pozdrawiam

      Usuń
  14. Kot na piecu musi mruczeć, pies pod piecem spać. A sąsiadki niech sobie mówią, tyle ich... Też mam takie serce domu, a nawet dwa - kuchnię z duchówką, ale bez pieca chlebowego, za to ze ścianą grzejącą i piec ścianówkę na dwa pomieszczenia. Oraz żeliwniak w dużym pokoju... Wiesz, moje serce domu ma jeszcze duszę. Dusza jest z granitu, z dużych głazów wbudowanych w serce serca. Czyli jest tak: dusza z granitu, serce z gliny, a naookoło drewniany dom. A my, osoby ludzkie i zwierzęce przemieszczamy się pod tą drewnianą skórą, dookoła tego serca. Prawdziwa magia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże pięknie jest mieszkać w domu z sercem i z duszą!
      Życzę dużo ciepła dla domu i jego domowników i niechaj to serce bije jak najdłużej!

      Usuń
  15. Jak pieknie bije serce Twego domu!
    I wszystkich do siebie przyciaga. bardzo sie ciesze,ze masz ciepelko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, po wielu latach zimna przejmujacego, wreszcie się doczekałam ciepełka!
      Jak to dobrze, gdy w domu ciepło. I nawet bym tego nie wiedziała, gdybym nie doswiadczyła zimna. Wszystko więc w życiu potrzebne, zeby potem móc docenić, to co się ma!

      Usuń
  16. u nas jest pieco kominek, też z kafli, ale marzę o kuchni bardzo i wtedy też na pewno to w niej będę piekła chleb, na swoją niestety muszę jeszcze trochę poczekać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko sie spełni Natalio, zobaczysz... na wszystko przyjdzie czas!

      Usuń
  17. Gdybym teraz budowała nowy dom, najważniejszym pomieszczeniem byłaby kuchnia z piecem, a tak, to jestem uzależniona od dostaw prądu, gazu, jakieś pompki, sterowniki, wskaźniki ... nie mam głowy do tego; na kuchni z paleniskiem w chatce nawet fajniej mi się gotuje, przestawiam na środek, albo na bok, jak za dużo pyrkocze, a i potrawy jakby smaczniejsze; szkoda, że piec chlebowy nie działa, ale z czasem dojdziesz i do tego; zielone kafle prześliczne, już Ci to kiedyś pisałam; grzej się w ciepełku razem ze swoimi zwierzakami i nie słuchaj ludzi; moje kocisko układa się na moim boku i grzeje mi stare kości w czasie snu; co prawda, budzę się czasami zdrętwiała, bo Gucio teraz sporo waży; serdeczności ślę, Amelio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedzenie na ogniu najzdrowsze, warto miec taki piec, to duzo nie kosztuje, a ile radości i ciepła daje.
      Marysiu, u mnie zwierzaki najwazniejsze, tak samo jak ludzie, zycie bez nich to tylko namiastka. Serdeczności posyłam!

      Usuń
  18. Ach Amelio to moje nie spełnione marzenie taka chata z piecem, już była blisko, już jechaliśmy podpisywać papiery już się pan rozmyślił, pewnie mu ktoś dawał więcej i ... wcale nie sprzedał nikt nie kupił. Tam był taki piec ja dla dla tego pieca właśnie i dla widoków lasu dookoła, ech.
    Mój pradziadek po spaleniu domu wybudował był coś :)). Dom z ogromnych kamieni w środku zaś piec co za piec. Wyruszyliśmy kiedyś z mężem do studni przodków bo pradziadek miał tam też studnie z krystalicznie czystą wodą. Niestety dom zburzono studnie zasypano, drzewa na szczęście zostały, szkoda, bom się ostro przymierzała do tego domu. :) W babcinym domu w dużej kuchni centrum był piec, nie taki jak pradziadowy z miejscem do spania na górze zwykły piec kaflowy ale ogrzewał cały dom. Na zewnątrz był piec do pieczenia chleba, kuzynka co odziedziczyła dom pod dziadkach wszystko rozwaliła ma teraz luksusy. Zwierzęta na dworze czysto gaz w kuchni, pięknie. Amelio podziwiam Cię za serce. U mnie sąsiadka taka niestety usłyszałaby krótkie: - nasi przodkowie powiadali że Bóg pyta zwierząt czy ten człowiek się nimi opiekował, jeśli powiedzieli że nie, do raju nie wpuści. A to jest najprawdziwsza prawda, kiedyś tak szamani i wiedzące uczyli ludzi, dziś kościół uczy na zgubę i zatracenie ich dusz. Cieplutko pozdrawiam z miasta dużego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, wszystko sie spełni, trzeba tylko być cierpliwym i ufać, a jeśli są marzenia to wszechświat temu sprzyja. Sama przez to przeszłam , więc wiem co mówię.
      Wszystko bedzie Ci dane w odpowiednim czasie.
      Ja też bardzo pózno stałam się posiadaczką chaty, i teraz już wiem, że wszystko ma swoj czas, a wszystko zawsze mozna zmienić.
      Widzisz ta sasiadka, ma taki stosunek niefajny do zwierzat, ale co zrobić, ja muszę to tolerować, to moja najblizsza sąsiadka, wiec nasze stosunki są powiedzmy poprawne. A moje zwierzeta zawsze beda u mnie miały miejsce w domu. Marzyłam przez te wszystkie miastowe lata i wiejskiej chacie i gromadce zwierzat wygrzewajacych się przy piecu i tak jest i zawsze będzie, a to co ludzie mówia mało mnie obchodzi.Usciski.

      Usuń
  19. jak byliśmy jeszcze na etapie szukania dla nas jakiejś "ruderki" to wszystkie te, które miały piece kaflowe i kuchnię od razu były na plus, co z tego, że podłogi się zapadały, że nie było wc w domu czy nawet wody - ale te piece...one mają w sobie coś takiego magicznego i magnetycznego, przyciągały nas bardzo. dom, który mieliśmy kupić miał właśnie taką kuchnię i kaflaka między pokojami, niestety sprzedająca sie wycofała w ostatniej chwili, a my w desperacji wzięliśmy dom, w którym te cudeńka zostały wiele lat temu zlikwidowane - "bo to takie stare, brzydkie, to rozwalić trza było" jak opowiadała była właścicielka. szkoda....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym moim domu też była kuchnia kaflowa i piece, potem, gdy juz dom kupiłam, poniewaz stał na uboczu i było to siedlisko okolicznych meneli, kuchnia została rozwalona, z piecy powyciagane drzwiczki i wszystko co się dało. Kuchnię stawiałam od nowa, bo nie wyobrażałam sobie bez niej domu, piece w obu pokojach zostały, ale są nieczynne i jedynie są ozdobą... szkoda bo gdyby tak w nich napalić dopiero byłoby klimatycznie.
      Wiesz, zawsze możesz sobie postawić taka kuchnię kaflową, zdobyć gdzieś kafle używane i dobrego zduna, to najważniejsze. To naprawde fajna sprawa taka kuchnia... życzę ciepełka.

      Usuń
    2. przy obecnym rozkładzie pomieszczeń musiałabym postawić jeszcze jeden komin :-), a zmiana układu nie jest chwilowo możliwa. ale mam w głowie pewne plany i myślę, że w tych planach znajdzie się miejsce na kaflaki tym bardziej, że do ich realizacji to jeszcze lata świetlne :-D. Mam tylko nadzieję, że do tego czasu ktoś taki jak zdun (w dodatku dobry!) będzie jeszcze chodził po tym świecie.
      i byłabym zapomniała, że bardzo podobają mi się te kafle na podłodze. pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  20. Zaglądam tutaj czasami i bardzo Panią podziwiam. Za odwagę, wytrwałość, samozaparcie, by podążać za swoimi marzeniami. Warto je spełniać, wbrew "dobrym" radom ludzi wokół.
    Dom coraz bardziej pięknieje dzięki Pani pracy i wysiłku. I raduję się, że są osoby, które widzą więcej i dalej niż opuszczony, podupadły dom. Też chciałabym w przyszłości odnowić kupę gruzu czy drewna, ale w tym marzeniu jak na razie rozmijam się z wizją mego narzeczonego wygodnego życia w mieście.
    Pozdrawiam Panią serdecznie :)
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kingo, mówimy sobie tutaj po imieniu, więc tak się i do Ciebie zwrócę... widzisz ja też byłam zawsze miastowa, ale to marzenie zawsze we mnie tkwiło i dopiero bardzo pózno je zrealizowałam, widocznie tak miało być... i juz wtedy nie oglądałam się na nic i nikogo, tylko zrobiłam to, czego tak bardzo pragnęłam.
      Moze wieć i u Ciebie tak bedzie, może w którymś momencie życia los sam popchnie cię ku Twemu marzeniu.
      Wszystko ma swój czas i trzeba cierpliwie czekać!
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  21. Amelio, piękny masz ten piec! Szkoda, że się marnował do tej pory, a Ty marzłaś. Teraz już jest jak należy:) W mojej wsi, a raczej w przysiółku prawie wszyscy jeszcze piece mają, w wielu domach nadal piecze się chleby i proziaki, więc nie jest jeszcze tak źle. I to wcale nie babcie się tym zajmują. Ale my trochę dalej od cywilizacji, czyli głównej drogi wiejskiej, tam już faktycznie inne zwyczaje. Jednak koty i psy w domu, to już faktycznie przesada... zawsze w takich sytuacjach mówię do mojego kocura: Złamas, zejdź ze stołu przy gościach:)
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń