"Podróż na tysiąc mil rozpoczyna się od pierwszego kroku"

17.01.2015

List do Przyjaciela.

Zawsze bałam sie tego dnia. Choć, czułam, że kiedyś nadejdzie. I że jedynie czai się, ukryty gdzieś za rogiem. I nadszedł, tak niespodziewanie, wyłonił się z mroku.
Tego dnia nic mi się nie udawało, a wszystko było nie tak. I ten wiatr... który wiał od kilku dni, to wycie, łkanie, zawodzenie... Było coś szaleńczego i przerażajacego w tym wianiu... a potem  łkanie i zawodzenie przybrało na sile... i słychać było tylko to i mój krzyk!

To był dzień, w którym Bobo odszedł.
Właściwie to nie wiadomo, co się stało,  może został zastrzelony... a może wpadł we wnyki... albo, może wilki go napadły, ponoć ich pelno w tych lasach... Wiem tylko, że już nie wróci, a jego łkanie wciąż niesie się w oddali...

 

 To już tydzień, jak odszedłeś, a ja piszę list do ciebie.

Bobo... tyle imion miałeś, byłeś Bobuniem, Bubusiem, Bubuleńkiem.... ale najważniejsze to... Przyjaciel.

Moim przyjacielem stałeś się od pierwszej chwili, gdy jako kilkumiesięczny szczeniak pojawiłeś się w naszym domu, miałeś być do towarzystwa Maksia, miałeś mu pomóc jego chorą, poranioną duszę uzdrowić.
I udało się. Przy tobie, Maks odzyskał radość życia i staliście się przyjaciółmi na śmierć i życie!




A potem przyszła Wandzia, z wielką raną na grzbiecie, szczenna i została. Byliście nierozłączni, zawsze razem. To ona nauczyła was polować... taki sposób jej wpojono na zdobycie pożywienia. I ten obudzony w  was instynkt, pozostał... a ja drżałam za każdym razem, gdy was nie było...

Tak krótko żyłeś, tylko dwa i pół roku było nam dane być ze sobą... ale i tak dziekuję ci za te chwile, to był piękny czas, pełen radości i szczęścia.

Byłeś tak przyjacielski, do całego świata przyjażnie nastawiony. Nawet z kotami żyłeś w zgodzie, a największą twoja przyjaciółką była Róża... i nie było dnia, żebyście się nie pomiziali.... to było takie rozczulające... i nawet z syczącą wiecznie Polinką zawarłeś rozejm, zawsze ustępując jej z drogi...


 


Jakiego ty miałeś ducha! Wiedziałeś wszystko, siadałeś i czekałeś, aż koty zjedzą swój posiłek, choć nikt, niczego, nigdy  cię nie uczył, a ty wszystko umiałeś... jak ja ciebie podziwiałam!


 

Dzisiaj, gdy  wracałam z miasta... tak bardzo powoli jechałam przez las... ten las, który ty, tak bardzo kochałeś, a który cię zabrał...  i cały czas wyobrażałam sobie, że...  OTO JESTEŚ  i że zaraz wyskoczysz, jak zawsze, w połowie drogi na moje powitanie...  i odtańczysz swój obłędny, szalony  taniec radości...!!!





Jakże pusty jest teraz nasz dom bez ciebie!

I stało się dla mnie jasne, że to ty byłeś przewodnikiem stada, a nie Maks, jak myślałam. To ty wszystko ustalałeś i organizowałeś, byłeś alfą psem. Maks dysponował siłą, ty mądrością.

Byłeś moim ochroniarzem i opiekunem,  zawsze przy mnie, krok w krok chodziłeś za mną, nawet na chwilę nie spuszczając mnie z oczu... zawsze musiałeś wiedzieć, co się ze mną dzieje. Wandzia pilnowała domu, a ty mnie. Zawsze pierwszy na spacerkach, które uwielbiałeś, zawsze w przodzie, gotowy stawić czoła nawet największemu niebezpieczeństwu... tyle odwagi!

 


 A pamiętasz... jak tańczyliśmy razem.... i jak ty  lubiałeś tańczyć ze swoją panią! Jakim byłeś świetnym tancerzem, na tych swoich  chudych śmiesznych  nóżkach!
Albo...  jak stałeś się psem kościelnym, gdy biegłeś za mną do kościoła, a potem czekałeś pod jego drzwiami. A wszyscy pytali:  cóż to za pies i na kogo on tak czeka?!

O, nie! To się przecież nie godzi!
Żeby tak odejść...  tak bez słowa jednego, bez pożegnania! Tak nie opuszcza się przecież człowieka, przyjaciela, psa, ani kota nawet ! Tak się nie robi!!!
Maks i Wandzia wciąż przecież czekają... Żeby zniknąć tak nagle... Tym bardziej jeśli się kogoś, tak bardzo kochało!!!!


 

Odszedłeś... a życie toczy się dalej. Pędzi do przodu swym szalonym rytmem. I wszystko jest tak, jak było, jakby się nic, nigdy nie stało... ludzie, sklepy, reklamy... wciąż istnieją!
I tylko jednego, małego pieska już nie ma!
Psa o Wielkim Sercu!!!


 


Tak, wiem... to pewnie śmieszne, gdy w obliczu tych wszystkich ważnych i doniosłych spraw, ktoś rozpacza za psem?!
Chociaż dla  mnie, to ty byłeś ważny... a może nawet najważniejszy , kto wie!!!!
Są przecież ludzie, dla których pies... to coś WIĘCEJ niż  pies...!


 

I tyle jeszcze wspólnych chwil mogliśmy przeżyć, tyle spacerów, tyle radości...  ale czasu zabrakło.
Czas to złodziej. Kradnie wszystko, nawet życie, które jedną chwilą jest. Tak kruche jak bańka mydlana, jak balonik... trzasssk... i już nie ma!

 Teraz tam, z góry będziesz czuwał nad wszystkim. I wiem, że zawsze będziesz z nami.






 A my z tobą.
I wciąż będę cię widzieć.... jak biegniesz, a twój biało-czarny ogonek tak śmiesznie zadarty do góry merda radośnie...  Twoje ślady są wszędzie i pozostaną
.... wyryte, jak kamienna tablica w moim  sercu...
          na  ZAWSZE!!!















52 komentarze:

  1. Rozumiem Cię i współczuję bardzo, bardzo. Kiedy odeszła nasza Lulu, a zaraz po niej jej syn, Krawa, z którym żyliśmy w takiej symbiozie, jak Ty ze swoim Bobikiem, to wpadłam w ciszę i smutek. Nie odważyłam się nikomu powiedzieć, bo jak to? Tak rozpaczać po Psie? Właśnie tak. Miłość i oddanie to jest miłość i oddanie, nie ważne, w jakiej postaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, kiedyś przeczytałam taki cytat,że ludzie dla których pies to coś więcej, to... ARYSTOKRACi życia!
      To jakieś pocieszenie dla nas tak własnie czujących.

      Usuń
  2. Dla mnie pies to coś WIĘCEJ niż pies...! Przytulam Cię bardzo

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykro mi i łączę się w żalu z Tobą.... Pies bywa najważniejszym członkiem rodziny....

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że są ludzie , którzy rozumieją. Dziekuję.

      Usuń
  5. Bardzo, bardzo Ci współczuję. Dla mnie też psy to dużo więcej, niż zwierzę. To przyjaciel i członek rodziny.
    Bobo już zawsze będzie w Twoim sercu.
    Ściskam Cię czule Amelio.

    OdpowiedzUsuń
  6. Amelio, a może wróci, może poraniony i zmarznięty. Może zabłąkał się, może jest w szoku. A jeśli odszedł na zawsze to zostanie w Twojej pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, juz napewno nie wróci, on nigdy nie był nawet jednego dnia poza domem, dom był dla niego wszystkim... choć ja wciąż stoję i patrzę na las, jakby za chwilę miał z niego przybiec...

      Usuń
  7. Bardzo mi przykro, jeszcze długo będziesz patrzeć w okno i czekać, czy nie wraca. Dla mnie mój Mop też więcej niż tylko pies...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąz chodze po lesie i szukam... choć już nawet i nie chciałabym zobaczyć co się stało, pewnie to byłoby straszne, zobaczyc jak zginął... ale mimo wszystko wciąż czekam i szukam....

      Usuń
  8. Bardzo współczuję i doskonale Cię rozumiem, miłość, przyjaźń to są uczucia, dla których nie ma znaczenia czy dotyczą dwu- czy czworonoga. Pozostaje pielęgnować piękne wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo mi przykro... ból po odejściu kochanego zwierzaka jest silny i niestety długo trwa... wiem coś o tym... mam nadzieję... że... odnalazłaś jego ciałko...
    przytulam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie odnalazłam, bo to tak jakby szukać igły w stogu siana, lasy są tutaj ogromne... już moze i nawet lepiej nie wiedzieć co się stało, i widziec go takiego szczęśliwego, jakim był i ten obraz zachować w pamięci!!

      Usuń
  10. Ten kochany, oswojony las bywa czasem lasem ze złej basni. I przypomina nam o tym, ze zycie, które tak chronimy, tak pieścimy i w dobre uczucia ubieramy, mysląc, że jakąs władzę, jakis czar mamy, od nieszczęść sie strzegąc,,,,to zycie może się nagle skończyć. Ot tak, cos waznego z niego uleci, wyparuje, choć wczoraj jeszcze było...I trzeba będzie dalej zyć...Jakos oswajać codziennosc na nowo, z bólem w sercu mijając dawne, pełne ciepłych wspomnien kąty....
    Amelio kochana! Przyjdzie nowe, przyjdzie i da wyciszenie smutku, rozpaczy, bezradności, tęsknoty....Pocieszą Cię pozostałę zwierzeta, jak dobrze że są...Wróci jeszcze dobry czas...Tylko teraz - żałko na duszy..
    Ale teraz jeszcze jest teraz...Więc popłakałabym z Tobą, po prostu....Biedny Bobo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten las tak piękny i tak straszny, co roku zabiera kogoś...niekiedy mam go naprawdeę dosyć... i z przerażeniem myślę każdego roku, kto będzie następny... wczoraj koło mojego domu przechodziła chyba jakaś wataha wilków, pełno było ich śladów... i aż mi serce zamarło, moje koty co noc są przecież w lesie!
      Ech, takie chyba jest życie.... narodziny i śmierć wciaż przeplatają się ze sobą.

      Usuń
  11. Kto kocha zwierzęta ten rozumie. My rozumiemy.
    Współczuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się dowiem, że zrobił to leśniczy, który już cztery psy we wsi zabił... nie daruje tego, zastrzelę drania!

      Usuń
  12. Okropnie się popłakałam... Tak dobrze cię rozumiem... Bardzo, bardzo mocno ściskam i przytulam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana... A ja wciąż chodzę po tym lesie, którego pomału mam dosyć i szukami, i ryczę i krzyczę... choć i lepiej zebym nie wiedziała co się stało, to chyba by mnie jeszcze bardziej dobiło.

      Usuń
  13. Amelio, przytulam. Nie mam żadnych wątpliwości, że pies to więcej, niż pies i nie wstydzę się, ani nie ukrywam miłości do moich zwierząt. Patrzę na nie i strasznie się boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana, jak dobrze, że są tacy ludzie jak Wy rozumiejący... jak ja boję się o moje pozostałe psy, Maksa juz ani na moment nie puszczam, tylko Wandzia jeszcze biega, ona ma to we krwi, bo od małego musiała sobie sama organizować jedzienie w lesie... to ona nauczyła moje psy tej sztuki łowieckiej... to taka kochana sunia. Dzis była u mnie sasiadka, ta od Wandzi, moja najblizsza i powiedziała że to... dobrze... i ze mam juz jednego mniej... wiec czym się martwię, jeszcze zeby ten duży znikł, bo on najgorszy!
      Widzisz, dla niej naprawdę pies to coś najgorszego, cos co nie powinno w ogóle istnieć!
      Że tez tacy ludzie na świecie istnieją?!!!

      Usuń
  14. Bardzo współczuję i mocno przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo mi przykro,że straciłaś przyjaciela(rozumiem jak to jest) takich przyjaciół....ŻAL...Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, takich prawdziwych przyjaciół żal!

      Usuń
  16. To okropnie smutny list. Czy naprawdę nie ma szans żeby się odnalazł? Zawsze jest nadzieja, przecież nie wiadomo co się stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nie wiadomo co się stało, ale nadziei coraz mniej... i juz nic się na to nie poradzi.

      Usuń
  17. Pocieszające jest to, że przez cały czas od swojego kilkumiesięcznego życia otaczał go taki ogrom miłości. Jeśli odszedł już na zawsze, to przynajmniej miał to wszystko, czego tak wielu psom brakuje. Masz wielkie serce! Ale żałoba tym trudniejsza...

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak, to wielkie pocieszenie, że był szczęśliwy... i niech już tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
  19. To zawsze bardzo smutne, jak ginie ktoś bliski :( Ale może tylko pobiegł za jakąś zwierzyną i się zgubił? Może jeszcze się odnajdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, napewno nie, on nigdy tak długo nie był poza domem, wiec już nadziei nie ma...

      Usuń
  20. Amelio, poplakalam sie. Nie to wcae nie jest smieszne, ze tak rozpaczasz. Ta pustka, ktora pozostaje, potwornie boli. Przykro mi. Bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Kasiu,że rozumiesz... dobrze jest mieć wsparcie innych w nieszczęściu!

      Usuń
  21. Bardzo współczuję, Amelio, i utulam; nasze zwierzęta są domownikami, czasami nawet z większymi prawami, bo wymagają zaopiekowania; nie wstydzę łez, kiedy któreś odejdzie, tęsknię, śnią mi się po nocach, ale taka już jestem "psia mama" jak mnie nazywała moja mama; dlatego bardzo rozumiem Twój żal i rozpacz; pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu, dla mnie też moje zwierzęta są bardzo ważne, to domownicy, członkowie rodziny i ja już zycia sobie bez nich nie wyobrażam!
      Dobrze jest być rozumianym . Dziękuję.

      Usuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. Płakałam po koniach, płakałam po kurze, która kończyła żywot na moich rękach, nie wyobrażam sobie śmierci kotów ....
    Bardzo współczuję

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiem co czujesz i współczuję z całego serca .Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczności dla Ciebie Moniko posyłam!

      Usuń
  25. Bardzo mi przykro. Popłakałam się czytając. Pies jest członkiem rodziny i to bez dwóch zdań. Chodziłaś po lesie? Szukałaś? Może leży gdzieś ranny i nie może wrócić? Może jeszcze wróci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chodzilam ,szukalam, wołałam... to bez sensu, lasy ogromne, nie wiadomo gdzie szukać... już nie szukam, tylko patrze w niebo i rozmawiam!
      Sciskam mocno!

      Usuń
  26. kto ma/ miał psa Cię zrozumie, Amelio
    bardzo mi przykro i chociaż nie znałam Twojego psa, to spłakałam się czytając ten list do Bobcia, bo sama straciłam swojego
    mimo wszystko liczę na to, że może on jednak wróci, może ktoś go złapał
    pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  27. Dziekuję, to zrozumienie tak duzo daje.
    Nie, juz nie wróci napewnoe. Rozmawiam z nim, wiem ze juz jest na górze.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Wooww.... smutne bardzo, ale opis I pożegnanie pięknie napisane.... chwyta za serce.

    OdpowiedzUsuń