"Podróż na tysiąc mil rozpoczyna się od pierwszego kroku"

07.03.2011


Spotkania...


Podczas moich wedrowek w poszukiwaniu miejsca na ziemi... nie sposob nie wspomniec o Spotkaniach. Spotkaniach z ludzmi i nie tylko.
Wedrowki te odbywalam z reguly pieszo, dojezdzajac zwykle do miejsca przeznaczenia, czyli do jakiegos wiekszego miasta lub miasteczka, a potem wedrujac juz od wioski do wioski.
I tak tez z poludnia, gdzie rozpoczelam wedrowanie... stopniowo wywedrowywalam coraz dalej i dalej ku polnocy... Ku wielkiej wodzie. Tam mnie ciagnelo. Az zostalam. Widac woda jest mi pisana.

I widzialam po drodze wiele pieknych miejsc... i wiele domow, ale to wszystko bylo jakby... nie TO.
I ciagnelo mnie... dalej i dalej. Az doszlam do chaty Heleny i Wladyslawa... i TU juz pozostalam. Majac jakies nieodparte wrazenie, ze to wlasnie ona przez te wszystkie lata, czekala wlasnie na mnie. Jak Przeznaczenie Jakies!

I spotykalam po drodze wielu ludzi. Roznych. Jak to ludzie. Dziwnych i mniej dziwnych i tych... zupelnie niezwyczajnych. I takich, ktorych nie sposob zapomniec....

Jedna z takich osob jest pan Mieczyslaw.
I tak oto, pewnego dnia, bedac juz na polnocy, trafilam do niewielkiej wioski, tak cudnej, rozswietlonej jakims niezwyklym Swiatlem, ktore sprawilo, ze popadalam w coraz to wiekszy zachwyt, a moim oh! i ach!... nie bylo konca. I gdy nagle, mijajac pierwsze zabudowania, poprzez rozswietlone sloncem korony drzew zobaczylam... cos niezwykle bialego... i poruszona tym CZYMS... ruszylam w tym kierunku, przeczuwajac cos niezwyklego. I nie mylilam sie. Oczom moim ukazal sie niezwykly widok.
Oto przede mna w calej swej okazalosci, polyskujac w sloncu biela scian stala... gliniana chata, kryta prawdziwa slomiana strzecha!
Wstrzymalam oddech na widok tego CUDU, podchodzac blizej. A gdy drzwi domu sie otworzyly i wyszedl z nich starenki, podpierajacy sie laseczka czlowiek, ktorego biale wlosy pieknie harmonizowaly z biela scian, stanowiac jakze doskonala calosc, wydalam okrzyk zachwytu.

Dom byl Starenki, z tymi smiesznymi malymi okienkami i wielka czapa slomianego dachu. Ale niezwykle piekny. Otaczal go plot, z przodu z siatki , a z boku zwykly drewniany, przy ktorym piely sie malwy i sloneczniki, w kolorach, jakich nigdzie dotad nie widzialam. Z komina leniwie snul sie dym. Stare drzewa, z przodu pachnaca lipa, z tylu leciwe jablonki, dopelnialy calosci. Na parapecie okna wygrzewal sie kot. Na progu domu rozciagniety w sloncu lezal pies. Stroze domostwa. Opodal studnia. I z boku oborka z dachem rowniez krytym strzecha.
Stalam jak urzeczona, nie mogac oderwac wzroku od tego niezwyklego widoku, jakze prostego domostwa. A wszystko wygladalo tak, jakby bylo narysowane dziecinna reka... jak na dziecinnym obrazku! Wszystko bylo tak doskonale i tak niezwykle piekne w tej swojej prostocie.
I gdy tak stalam, jak urzeczona, starszy pan uczynil w moim kierunku znak reka, zapraszajac z usmiechem i robiac mi miejsce obok siebie na laweczce przed domem.
Weszlam. I juz... POZOSTALAM.

I od tej pory przyjaznimy sie - ja i pan Mieczyslaw.
Pan Mieczyslaw liczyl sobie wtedy dziewiecdziesiat trzy lata, a dom troche ponad sto. Byli wiec prawie w tym samym wieku.

Dwa lata minelo od tamtego Spotkania. A ja zauroczona wioska i tym niezwyklym swiatlem postanowilam w niej pozostac, stajac sie posiadaczka cudnego kawalka ziemi ze starymi jablonkami i z widokiem na jezioro.
Moja Samotnia. Tak nazwalam ten kawalek raju, bez wody i pradu, z dala od cywilizowanego swiata i bitych drog, ktory tak niespodziewanie przypadl mi w udziale.
I teraz moglam, przebywajac tu latem, spedzac czas z p. Mieczyslawem, sluchajac jego opowiesci, opowiesci o sobie i o domu.
A bylo o czym sluchac, p. Mieczyslaw przezyl bowiem dwie wojny, tulaczke, glod, poniewierke, strate najblizszych, niepewnosc jutra... Zyciorys, ktory moglby wystarczyc na kilka zywotow.
I mimo tak niezwykle trudnego zycia, pozostal pogodny i zyczliwy, a lagodny jak u dziecka usmiech nie schodzi mu nigdy z twarzy. Czlowiek, jakich prawie juz sie nie spotyka.
I opowiadal o swoim zyciu i o tym jak trafil do tego poniemieckiego glinianego domu i jak go potem remontowal. Sam. Z tego, co na wyciagniecie reki. Z gliny, slomy, kamieni i drzewa. Zlepial i Uszczelnial mchem. A ostatniego lata uczyl mnie, a ja skrupulatnie zapisywalam krok po kroku, jak polozyc slomiany dach. I podarowal mi wlasnorecznie wykonane przez siebie narzedzie sluzace do kladzenia trzciny na dachu.
Narzedzie mam , tylko trzcinowego dachu nie polozylam. Moze kiedys... jeszcze go poloze.
A gdy ktoregos dnia wyjal z szafy odswietna marynarke, z zawieszonymi na niej szescioma Zlotymi Krzyzami Zaslugi dla kraju - zaniemowilam.
Pan Mieczyslaw- Bohater. Patriota. I choc wiele o nim pisano w lokalnej prasie, on sam tak nie uwaza. Najwazniejszy byl dla niego dom i rodzina. I to, zeby zycie godnie przezyc. I przezyl, godnie. A zaslugi i splendory, ech... na to machal reka, nie przywiazujac wagi, jedynie marynarke pieczolowicie przechowujac w szafie.
Taki szlachetny i prawy czlowiek. Ech... jakiez to teraz niemodne?! Teraz ludzi okresla sie jako super lub cool. Taka nowa Nomenklatura. A w wiosce mowi sie o nim z ironia - stary czlowiek. I tyle. I nikt, poza mna nie chce juz p. Mieczyslawa sluchac, dziwiac sie, co tez taki stary czlowiek moze miec jeszcze do powiedzenia?!

A czasy, gdy mlodzi uczyli sie od starszych madrosci, dawno juz odeszly w zapomnienie.
I dzis od wioskowej "starszyzny" nikt juz niczego sie nie uczy.
Pan Mieczyslaw. Moj Nauczyciel. Mistrz. Przyjaciel, ktorego mialam szczescie spotkac.
I jakze zalowal, slyszac juz potem o czekajacym mnie remoncie. I posmutnial bardzo na mysl, ze nie bedzie w stanie mi pomoc, bo sily juz go opuscily.
Najbardziej jednak zalowalam ja sama.



Slomiano-gliniany dom Pana Mieczyslawa i on sam na swojej laweczce przed domem.





Moja Samotnia...



... ktora to bardzo przypadla do gustu miejscowej psiarni i gdzie zawsze mozna bylo liczyc na smakowite co- nieco.



... a za plotem moi sasiedzi- Panowie Byczki.





.... kurki, sianko, a za nim zagonek z pysznymi kartofelkami i troszke warzywek.





.... i bardzo szczesliwa mama, ze swoim urodziwym potomstwem w liczbie... szesnascie!!!


Jednym slowem sielsko-anielsko. A zapachy przyprawiajace o zawrot glowy. Czyli moje klimaty.
A ja... no coz... Absolutnie szczesliwa... nie majac NIC... i majac absolutnie WSZYSTKO!!!


8 komentarzy:

  1. Pan Mieczysław jak skarb najdroższy, reszta cóż rzec...dotyka strun duszy

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że wróciłaś! Ja tam ubolewam, że wywiało Cię tak daleko na północ... fajnie byłoby mieć Cię za sąsiadkę ;-)
    Pan Mieczysław jest "super" i "cool", nieważne w jakiej nomenklaturze, i miałaś wielkie szczęście, że spotkałaś takiego Człowieka.
    Napiszę wieczorem maila... szczęściaro ;-))
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Amelio - czyta się tę Twoją notkę...jak najciekawszą książkę...o życiu! Pan Mieczysław, ze swoimi przeżyciami i przeogromną wiedzą, jakoś pasuje mi do sentencji: "Duża wiedz czyni skromnym-mała zarozumiałym". Okolica rzeczywiście sielska, tak wyglądało moje dzieciństwo...w czasie wakacji!!! Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie a dom pana Mieczysława-obłędny!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chata Pana Mieczysława cudna. No i pozazdrościć przyjaźni. Dzis nie tylko, że nie docenia się mądrości nestorów. Dziś również tak opowiadać ludzie nie umieją, jak niegdyś. Gawędziarzy też stłamsiła telewizja :-(.
    Pzdr.
    Go i Rado

    OdpowiedzUsuń
  6. Amelio - piękna historia o przyjaźni, a dom taki ... prawdziwy. Serdeczności przesyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pan Mieczysław to musi być człowiek niezwykły. Myślę, że nieczęsto możemy spotkać na swojej drodze ludzi, którzy są piękni wewnętrznie.Wspaniała opowieść.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aradhel, p. Mieczyslaw to prawdziwy skarb, szkoda tylko, ze w swojej spolecznosci zupelnie niedoceniony!

    Tak, Graszo, to wlasnie ci mali- sa najbardziej zarozumiali!

    OlQA, dom faktycznie obledny jest, a w rzeczywistosci wyglada jeszcze piekniej!

    Go i Rado, ci nestorzy napewno umieja opowiadac... tylko, ze ich sie juz nie slucha i tak jak mowicie - gawedziarzy stlamsila telewizja! O tak!

    Anando pieknie to ujelas: Dom taki prawdziwy.

    Asiu i Wojtku macie racje, to piekna opowiesc... bo sam bohater NIEZWYKLY!

    OdpowiedzUsuń