"Podróż na tysiąc mil rozpoczyna się od pierwszego kroku"

05.09.2010

Krajobraz... ksiezycowy i... schody do nieba.


Tak wiec zaczelam... i praca w pelni... a ja wciaz jeszcze nie moge uwierzyc... ze to stalo sie naprawde!
Bo byc moze, to co dla innych byloby zwyklym remontem, dla mnie jest czyms... hmm... niezwyklym.... moze z racji tej, iz jestem kobieta i moja wiedza remontowo-budowlana jest naprawde nikla, jesli w ogole nie zerowa?!
Najwazniejsze bylo jednak zaczac... zrobic ten pierwszy, najwazniejszy krok... a za nim nastapia juz sila rzeczy kolejne.
A wiec ide... ide do przodu i towarzysza mi wszystkie mozliwe emocje... od euforystycznej radosci az po paralizujacy strach, myslac przy tym, iz co mnie nie zabije, to napewno wzmocni.

Tak wiec ostatniego dnia sierpnia po wyburzeniu przez p. Mirka i jego syna drugiego szczytu i zwaleniu ostatnich belek stropowych... wszystko zakryla ogromna szara chmura pylu..., spod ktorej po dobrej chwili naszym oczom ukazal sie... hmm... KRAJOBRAZ KSIEZYCOWY.

Oto on:


Schody do... NIEBA.


Okno na swiat.



Wykorzystujac sloneczna pogode, przez caly dzien ja i p. Mirek przycinalismy czeresnie, ja zas zabezpieczalam rany po cieciu srodkiem grzybobojczym.
I choc p. Mirek chcial natychmiast TO CALE prochno poscinac, bo TO TO tylko szpeci... nie zgodzilam sie na to. Nie udalo mi sie niestety uratowac jednej starej jablonki i starego swierku, ktore pod moja nieobecnosc p. Mirek z satysfakcja pozbawil zycia, twierdzac, iz od razu wszystko ladniej wyglada i ze dzieki jego tworczej inwencji... bez tych staroci mam miejsce, na nowe ladne drzewka.

Moj czeresniowy Sad...




to... ogromna, stara czeresnia, wokol ktorej jak dzieci przytulone do matki rosna sobie sliczne, mlode czeresienki. A teraz poprzycinane i pomalowane tworza naprawde piekny widok.

Widok na salon.


Sypialnia pod gwiazdami.


Nostalgia pod stara czeresnia...


Ja i moje... szczescie.


Po czym ogarnal mnie jakis... dziwny, blogi spokoj.




8 komentarzy:

  1. podziwiam Cię bezgranicznie!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy jesteś pewna że to jeszcze remont a nie już budowa,no ale jeśli potrzebna była aż taka ingerencja(tyle że to już nie będzie stuletnia chata;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O Matko kochana! Toż to demolka totalna! Dzielna kobieta jesteś!

    OdpowiedzUsuń
  4. OLQA, dziekuje, ze jestes ze mna.

    Los alpaqueros, tak to prawie jak budowa, ale nie dalo sie inaczej. Mury pozostana te same, uklad pomieszczen w srodku tez sie nie zmieni, zostana piece i drzwi... wiec jednak COS stuletniego pozostanie.

    Asiu i Wojtku, tak to naprawde domolka totalna!
    I nie mam wyjscia, musze TO przezyc!

    OdpowiedzUsuń
  5. Amelio10 - jeśli tylko wyrazisz chęć, zapraszam do zabawy w "ulubioną 10", szczegóły tu: http://starydomimy.blogspot.com/2010/09/wiejskie-kocie-szalenstwo-i-co-lubie.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Amelio10, jednym tchem przeczytałąm wszystko. Zamiast zająć się swoją chałupką zaglądałam do Twojej :)
    Kobieto chylę czoła, wielkie wyzwanie przed Tobą. Trzymam kciuki by wszystko szło po Twej myśli.
    A przy Twym uporze, i wielkiej,przeogromnej miłości do Tego miejsca to uda Ci się napewno.
    Będxziesz miała Swą sypialnię pod gwiazdami i schody, które zaprowadzą Cię do nieba...tego na ziemi :) ....będziewsz miała swój raj na ziemi.
    Pozdrawiam
    Mirka

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam Amelio po powrocie z wakacyjnych wojaży z moją wnuczką. Jestem w totalnym szoku - nie spodziewałam się wyburzenia całej góry domu. Podziwiam Cię za niestrudzony rozmach - jak trzeba, to trzeba! Jeżeli byś miała mieszkać i obawiać się zawalenia przy lada wietrzyku lub deszczu, to faktycznie lepiej, że budujesz na wzmocnionym podłożu. Amelio jesteś WIELKA ! A drzewka, no cóż może p. Mirek ma rację, że te spróchniałe pościnał? Pozdrawiam serdecznie i cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mirko, Graszo44, dziekuje za te niezwykle slowa, ktore wzruszyly mnie do lez... i dodaly sily do dalszej walki.
    Dziekuje kochani Wam wszystkim za slowa otuchy i za to, ze jestescie ze mna.
    To wielkie szczescie wiedziec, iz gdzies tam w swiecie sa przyjazni i wspierajacy ludzie, ktorzy doceniaja to co robie.
    To bardzo wazne dla mnie i dla mojego "staruszka".
    Pozdrawiam Was wszystkich bardzo, bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń