"Podróż na tysiąc mil rozpoczyna się od pierwszego kroku"

13.08.2010

W oku cyklonu... czyli remontu ciag dalszy.

I tak wiec, ktoregos slonecznego poranka, zajechalam do "swojej" wsi postanawiajac poszukac kogos do "zdjecia" dachu i stanelam calkiem nieoczekiwanie przed domem, pewnej rodziny z dziewieciorgiem dzieci ,w czym nie byloby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iz OWA rodzina byla glownym sprawca kradziezy i dewastacji... o zgrozo... mojej wlasnie chalupy!!!

Wiedziona jakims wewnetrznym glosem i przekonaniem o slusznosci moich poczynan, postanowilam wiec isc... w samo OKO CYKLONU, myslac przy tym, iz co mnie nie zabije, to mnie wzmocni!
I tak oto z bijacym sercem stanelam tegoz wlasnie poranka przed dawnym budynkiem PGR-u, zamieszkalym obecnie przez piec rodzin, z ktorych jedna jest wlasnie OWA "kradnaca" rodzina.
Zbierajac cala swoja silna wole i odwage do kupy, stanelam przed drzwiami, ktore, gdyby byly, to mozna by bylo ladnie okreslic, iz staly otworem... ale niestety drzwi nie bylo...I jedynie gesta mocno juz przybrudzona zaslona odgradzala mnie od "oka cyklonu". Zatrzymalam sie na progu i nie majac odwagi wejsc do srodka, zapukalam we framuge nie istniejacych drzwi... i o dziwo, prawie natychmiast zza zszarzalej zaslonki wynurzyl sie jegomosc w srednim wieku... czyli pan P.-ojciec rodziny, jak sie domyslilam,a za nim dwoch roslych chlopakow, jego synow.

Patrzylismy na siebie przez chwile w milczeniu, mierzac sie wzajemnie wzrokiem i wiedzac dokladnie KIM jestesmy. Gdy sie juz dosyc napatrzylismy, zapytalam grzecznie pana P. czy nie chcialby u mnie popracowac?!
Pan P. prawie natychmiast, tak jak gdyby nigdy na nic innego z mojej strony nie czekal... i ku mojemu zdziwieniu... wyrazil zgode.

Wpakowalam wiec wszystkich trzech szybko do samochodu, jakbym sie bala, ze sie rozmysla i udalismy do chalupy. Pan P. z synami obejrzal dobrze mu juz znana chalupe, pokiwal glowa nad postepujaca dewastacja ruiny... wyrazajac glebokie oburzenie i ubolewanie na tym, iz w ogole taki wandalizm ma jeszcze miejsce w tym jakze CYWILIZOWANYM SPOLECZENSTWIE, jak to bardzo ladnie okreslil.
A gdy napomknelam mu o taczce... glosno zaklal, mowiac, iz takich to powinno sie... i tu posypaly sie kwieciste okreslenia. Po czym pan P. i synowie ruszyli ochoczo sprawdzic, czy taczka w ogole jeszcze jest, tam gdzie ja zostawilam, czyli w glebokich chaszczach... Ale niestety taczki juz nie bylo,czego naturalnie nalezalo sie spodziewac,a co wywolalo ich nowa fale oburzenia... a moje jedynie zdziwienie.

Uzgodnilismy wiec stawke i zakres pracy tj. zdjecie dachowki i calego poszycia dachowego. Prace mialy zaczac sie jutro z samego rana, ja zas mialam przyjechac za cztery dni.
Po czterech niespokojnych dniach i czterech nieprzespanych nocach z "dusza na ramieniu" zajechalam do wsi, myslac cala droge o tym, co tym razem mnie czeka.

A czekalo... jak zwykle niemalo... tym razem i dobrego i zlego.
Dobre bylo to, iz pan P. faktycznie wykonal prace i cala podsufitka w postaci gliny, slomy i desek zostala zwalona.
A zle... moze nie tyle zle... co raczej powalajace... bylo to co ujrzalam po "zdjeciu sufitu".
Na podlodze pietrzyly sie stosy zwalonej gliny, slomy, dech i piachu ... a dach zional wielka czarna pustka, wsrod ktorej widac bylo mocno nadgnite belki.
Jeknelam przerazona, przechodzac a raczej przedzierajac sie przez te zwaly wszystkiego i... z przerazeniem wpatrujac sie w ziejaca nade mna czarna otchlan.
I gdy tak stalam prawie juz omdlala... nadjechal na motorku, majacy chyba jakies telepatyczne zdolnosci pan P.
Opowiedzial wesolutko o tym, co to tu sie dzialo i ze dobrze, ze tego nie widzialam... bo oni sami mysleli,ze to wszystko zaraz runie....ale na szczescie chalupa stoi, stwierdzil zadowlony, do mnie bladej i sinej z przerazenia, po czym powiedzial, ze dachowek nie ruszali, gdyz cala niedziele padalo, co bylo oczywiscie zgodne z prawda.

Tak wiec jutro zabierze sie za dach,oswiadczyl, pytajac uprzejmie, czy przyjade, na co pokrecilam glowa i juz na sama mysl o tym slabo mi sie zrobilo.


Tak oto wyglada moja chalupa po poczynaniach pana P.




2 komentarze:

  1. podziwiam Cię za twój upór i odwagę. Trzymaj się!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. wierzę w Ciebie! uda Ci się zobaczysz

    OdpowiedzUsuń