Nowy Rok nastał. Wiele czasu minęło od mojego ostatniego postu. Kochani, dziękuję wszystkim tym, którzy przejawiali troskę o mnie, wiem, powinnam się odezwać, ale ja nawet nie zaglądałam na swojego bloga, myśląc calkiem poważnie o zaprzestaniu pisania.
Ale nie miałam też na tyle odwagi, aby oficjalnie go zamknąć, bo gdybym jednak....zatęskniła za pisaniem, to co wtedy? Więc pozostawiłam sobie tą "furtkę".
A poza tym, każdy kto pisze wie, że pisanie jest jak narkotyk, wciąga... i gdy raz się zaczęło, to trudno jest zaprzestać. Przepraszam więc, za moje "nieodzywanie się"!
Tak więc w nowym roku otworzyłam tą "niedomkniętą furtkę", bo Nowy Rok to dobry moment, w którym można coś zacząć, albo coś skończyć.
A zaczął się on u mnie brakiem internetu, co trwało dobry tydzień. I choć nie spędzam aż tak wiele czasu przy necie, to jednak popołudniami lubię do niego usiąść, sprawdzić pogodę, co jest dla mnie sprawą kluczową, zajrzeć na pocztę, poodpisywać, poczytać przy okazji to i owo, ot takie tam nic szczególnego, które jednak trochę czasu zabiera. Aż tu nagle, poprzez silne wichury nastapił jego brak. Więc najpierw się denerwowałam, potem przywykłam, a potem zrobiło się całkiem dobrze.
I jak sie okazuje, wszystko ma dobre strony. Miałam więcej czasu na inne sprawy, na poczytanie, spacery, posiedzenie w ciszy i pogapienie się na ośnieżone pola za oknem... i w końcu na napisanie nowego postu.
I tak oto, ten przymusowy noworoczny "odwyk", okazał się czymś naprawdę dobrym. A może powinien pojawiać się częściej, bo tylko wtedy jest czas... na takie prawdziwe "Tu i Teraz"?
Ale taką prawdziwą inspiracją do napisania tego postu był dzisiejszy spacer.
Od kilku bowiem dni zapanowała zima, taka prawdziwa z mrozem i śniegiem. I w takie właśnie dni, aż chce się wyjść i powłóczyć ośnieżoną leśną drogą, tak bez celu i bez końca.
A widoki białych, ośnieżonych połaci sięgających aż po horyzont, zapierają naprawdę dech w piersiach!


Na śnieżnych połaciach widoczne są świeże ślady zwierząt. Te drobne to pewnie ślady zajęcy i lisów, te większe to sarny i jelenie, a te całkiem duże to może dziki i łosie? Ale są też te najbardziej charakterystyczne, ślady wilków, które z biegiem czasu nauczyłam się już rozpoznawać, bo często biegną koło mojego domu.
Ależ tu się musiało dziać tej nocy, ile walk na śmierć i życie... ile ucieczek... a wszystko w celu zaspokojenia tej jednej i podstawowej potrzeby, jaką jest zdobycie pożywienia.


Dochodzę do rzeczki, z której kiedyś czerpałam wodę, gdy mój przydomowy strumyk zamarzł. Wtedy to była zima, gdy temperatury w dzień miały dwucyfrowe liczby, a ja bez wody, z soplami lodu na przymarzniętych oknach... ech, to były czasy, jak na Alasce, teraz wspominam je z nostalgią
I gdyby tak, przyszło mi określić zimę, to wystarczyłyby w zupełności te dwa słowa, aby oddać jej prawdziwy charakter:
Cisza i Biel.

Wielka biała przestrzeń i cisza, w której tylko własne kroki i oddech słychać. Cudownie jest tak iść przez ośnieżony las, wsród zasypanych śniegiem pól, podziwiać ośnieżone drzewa.
Taki spacer jest jak... modlitwa, jak medytacja.
A świat osnuty bielą... stał się taki czysty i piękny. Pierwszy chyba raz idę i nie zbieram śmieci.... bo wszystkie brudy zakryła biała puchowa pierzynka. To tak, jakby chciał nam ukazać całe swoje nieskazitelne piękno, swoje prawdziwe oblicze.
Albo przemówić: Popatrzcie na mnie, jaki jestem piękny. I tak przecież może być naprawdę!
Tylko, czy to możliwe?

I w taki czas, patrząc na osnuty bielą świat, na to jego nieskazitelne piękno... człowiek automatycznie się wycisza...zatrzymuje... zwalnia... zaczyna być "Tu i Teraz"...
I teraz większość mojego czasu, zabiera mi przyglądanie się ptakom, przylatującym do karmnika za oknem. Patrzymy na nie razem, ja i koty, które porozciągane niemiłosiernie na ciepłych parapetach, ani myślą o "łowach".
Celebrują "spowolnienie", a ja uczę się tego od nich. Bo zima... to taka szczególna pora, gdy za sprawą tej wszechobecnej bieli, wszystko ulega spowolnieniu.
Wszak biel, to kolor pokoju i spokoju, który człowiekowi tak bardzo jest potrzebny...!

I gdy patrzę na puchową biel za oknem, mam wrażenie, jakby czas zatrzymał się w miejscu. I tylko miarowe tykanie wielkiego zegara, jedynego zresztą w tym domu, przypomina, że czas płynie, powoli, ale nieubłaganie...

I oby, taka zima, przyjemna, niespecjalnie mrożna i śnieżna jeszcze trochę pobyła.
I to tyle na razie.
Życzę Wam, Kochani dobrego Roku!
Ale nie miałam też na tyle odwagi, aby oficjalnie go zamknąć, bo gdybym jednak....zatęskniła za pisaniem, to co wtedy? Więc pozostawiłam sobie tą "furtkę".
A poza tym, każdy kto pisze wie, że pisanie jest jak narkotyk, wciąga... i gdy raz się zaczęło, to trudno jest zaprzestać. Przepraszam więc, za moje "nieodzywanie się"!
Tak więc w nowym roku otworzyłam tą "niedomkniętą furtkę", bo Nowy Rok to dobry moment, w którym można coś zacząć, albo coś skończyć.
A zaczął się on u mnie brakiem internetu, co trwało dobry tydzień. I choć nie spędzam aż tak wiele czasu przy necie, to jednak popołudniami lubię do niego usiąść, sprawdzić pogodę, co jest dla mnie sprawą kluczową, zajrzeć na pocztę, poodpisywać, poczytać przy okazji to i owo, ot takie tam nic szczególnego, które jednak trochę czasu zabiera. Aż tu nagle, poprzez silne wichury nastapił jego brak. Więc najpierw się denerwowałam, potem przywykłam, a potem zrobiło się całkiem dobrze.
I jak sie okazuje, wszystko ma dobre strony. Miałam więcej czasu na inne sprawy, na poczytanie, spacery, posiedzenie w ciszy i pogapienie się na ośnieżone pola za oknem... i w końcu na napisanie nowego postu.
I tak oto, ten przymusowy noworoczny "odwyk", okazał się czymś naprawdę dobrym. A może powinien pojawiać się częściej, bo tylko wtedy jest czas... na takie prawdziwe "Tu i Teraz"?
Ale taką prawdziwą inspiracją do napisania tego postu był dzisiejszy spacer.
Od kilku bowiem dni zapanowała zima, taka prawdziwa z mrozem i śniegiem. I w takie właśnie dni, aż chce się wyjść i powłóczyć ośnieżoną leśną drogą, tak bez celu i bez końca.
A widoki białych, ośnieżonych połaci sięgających aż po horyzont, zapierają naprawdę dech w piersiach!
Na śnieżnych połaciach widoczne są świeże ślady zwierząt. Te drobne to pewnie ślady zajęcy i lisów, te większe to sarny i jelenie, a te całkiem duże to może dziki i łosie? Ale są też te najbardziej charakterystyczne, ślady wilków, które z biegiem czasu nauczyłam się już rozpoznawać, bo często biegną koło mojego domu.
Ależ tu się musiało dziać tej nocy, ile walk na śmierć i życie... ile ucieczek... a wszystko w celu zaspokojenia tej jednej i podstawowej potrzeby, jaką jest zdobycie pożywienia.
Cisza i Biel.
Wielka biała przestrzeń i cisza, w której tylko własne kroki i oddech słychać. Cudownie jest tak iść przez ośnieżony las, wsród zasypanych śniegiem pól, podziwiać ośnieżone drzewa.
Taki spacer jest jak... modlitwa, jak medytacja.
A świat osnuty bielą... stał się taki czysty i piękny. Pierwszy chyba raz idę i nie zbieram śmieci.... bo wszystkie brudy zakryła biała puchowa pierzynka. To tak, jakby chciał nam ukazać całe swoje nieskazitelne piękno, swoje prawdziwe oblicze.
Albo przemówić: Popatrzcie na mnie, jaki jestem piękny. I tak przecież może być naprawdę!
Tylko, czy to możliwe?
I w taki czas, patrząc na osnuty bielą świat, na to jego nieskazitelne piękno... człowiek automatycznie się wycisza...zatrzymuje... zwalnia... zaczyna być "Tu i Teraz"...
I teraz większość mojego czasu, zabiera mi przyglądanie się ptakom, przylatującym do karmnika za oknem. Patrzymy na nie razem, ja i koty, które porozciągane niemiłosiernie na ciepłych parapetach, ani myślą o "łowach".
Celebrują "spowolnienie", a ja uczę się tego od nich. Bo zima... to taka szczególna pora, gdy za sprawą tej wszechobecnej bieli, wszystko ulega spowolnieniu.
Wszak biel, to kolor pokoju i spokoju, który człowiekowi tak bardzo jest potrzebny...!
I gdy patrzę na puchową biel za oknem, mam wrażenie, jakby czas zatrzymał się w miejscu. I tylko miarowe tykanie wielkiego zegara, jedynego zresztą w tym domu, przypomina, że czas płynie, powoli, ale nieubłaganie...
I oby, taka zima, przyjemna, niespecjalnie mrożna i śnieżna jeszcze trochę pobyła.
I to tyle na razie.
Życzę Wam, Kochani dobrego Roku!