Spotkania...
Podczas moich wedrowek w poszukiwaniu miejsca na ziemi... nie sposob nie wspomniec o Spotkaniach. Spotkaniach z ludzmi i nie tylko.
Wedrowki te odbywalam z reguly pieszo, dojezdzajac zwykle do miejsca przeznaczenia, czyli do jakiegos wiekszego miasta lub miasteczka, a potem wedrujac juz od wioski do wioski.
I tak tez z poludnia, gdzie rozpoczelam wedrowanie... stopniowo wywedrowywalam coraz dalej i dalej ku polnocy... Ku wielkiej wodzie. Tam mnie ciagnelo. Az zostalam. Widac woda jest mi pisana.
I widzialam po drodze wiele pieknych miejsc... i wiele domow, ale to wszystko bylo jakby... nie TO.
I ciagnelo mnie... dalej i dalej. Az doszlam do chaty Heleny i Wladyslawa... i TU juz pozostalam. Majac jakies nieodparte wrazenie, ze to wlasnie ona przez te wszystkie lata, czekala wlasnie na mnie. Jak Przeznaczenie Jakies!
I spotykalam po drodze wielu ludzi. Roznych. Jak to ludzie. Dziwnych i mniej dziwnych i tych... zupelnie niezwyczajnych. I takich, ktorych nie sposob zapomniec....
Jedna z takich osob jest pan Mieczyslaw.
I tak oto, pewnego dnia, bedac juz na polnocy, trafilam do niewielkiej wioski, tak cudnej, rozswietlonej jakims niezwyklym Swiatlem, ktore sprawilo, ze popadalam w coraz to wiekszy zachwyt, a moim oh! i ach!... nie bylo konca. I gdy nagle, mijajac pierwsze zabudowania, poprzez rozswietlone sloncem korony drzew zobaczylam... cos niezwykle bialego... i poruszona tym CZYMS... ruszylam w tym kierunku, przeczuwajac cos niezwyklego. I nie mylilam sie. Oczom moim ukazal sie niezwykly widok.
Oto przede mna w calej swej okazalosci, polyskujac w sloncu biela scian stala... gliniana chata, kryta prawdziwa slomiana strzecha!
Wstrzymalam oddech na widok tego CUDU, podchodzac blizej. A gdy drzwi domu sie otworzyly i wyszedl z nich starenki, podpierajacy sie laseczka czlowiek, ktorego biale wlosy pieknie harmonizowaly z biela scian, stanowiac jakze doskonala calosc, wydalam okrzyk zachwytu.
Dom byl Starenki, z tymi smiesznymi malymi okienkami i wielka czapa slomianego dachu. Ale niezwykle piekny. Otaczal go plot, z przodu z siatki , a z boku zwykly drewniany, przy ktorym piely sie malwy i sloneczniki, w kolorach, jakich nigdzie dotad nie widzialam. Z komina leniwie snul sie dym. Stare drzewa, z przodu pachnaca lipa, z tylu leciwe jablonki, dopelnialy calosci. Na parapecie okna wygrzewal sie kot. Na progu domu rozciagniety w sloncu lezal pies. Stroze domostwa. Opodal studnia. I z boku oborka z dachem rowniez krytym strzecha.
Stalam jak urzeczona, nie mogac oderwac wzroku od tego niezwyklego widoku, jakze prostego domostwa. A wszystko wygladalo tak, jakby bylo narysowane dziecinna reka... jak na dziecinnym obrazku! Wszystko bylo tak doskonale i tak niezwykle piekne w tej swojej prostocie.
I gdy tak stalam, jak urzeczona, starszy pan uczynil w moim kierunku znak reka, zapraszajac z usmiechem i robiac mi miejsce obok siebie na laweczce przed domem.
Weszlam. I juz... POZOSTALAM.
I od tej pory przyjaznimy sie - ja i pan Mieczyslaw.
Pan Mieczyslaw liczyl sobie wtedy dziewiecdziesiat trzy lata, a dom troche ponad sto. Byli wiec prawie w tym samym wieku.
Dwa lata minelo od tamtego Spotkania. A ja zauroczona wioska i tym niezwyklym swiatlem postanowilam w niej pozostac, stajac sie posiadaczka cudnego kawalka ziemi ze starymi jablonkami i z widokiem na jezioro.
Moja Samotnia. Tak nazwalam ten kawalek raju, bez wody i pradu, z dala od cywilizowanego swiata i bitych drog, ktory tak niespodziewanie przypadl mi w udziale.
I teraz moglam, przebywajac tu latem, spedzac czas z p. Mieczyslawem, sluchajac jego opowiesci, opowiesci o sobie i o domu.
A bylo o czym sluchac, p. Mieczyslaw przezyl bowiem dwie wojny, tulaczke, glod, poniewierke, strate najblizszych, niepewnosc jutra... Zyciorys, ktory moglby wystarczyc na kilka zywotow.
I mimo tak niezwykle trudnego zycia, pozostal pogodny i zyczliwy, a lagodny jak u dziecka usmiech nie schodzi mu nigdy z twarzy. Czlowiek, jakich prawie juz sie nie spotyka.
I opowiadal o swoim zyciu i o tym jak trafil do tego poniemieckiego glinianego domu i jak go potem remontowal. Sam. Z tego, co na wyciagniecie reki. Z gliny, slomy, kamieni i drzewa. Zlepial i Uszczelnial mchem. A ostatniego lata uczyl mnie, a ja skrupulatnie zapisywalam krok po kroku, jak polozyc slomiany dach. I podarowal mi wlasnorecznie wykonane przez siebie narzedzie sluzace do kladzenia trzciny na dachu.
Narzedzie mam , tylko trzcinowego dachu nie polozylam. Moze kiedys... jeszcze go poloze.
A gdy ktoregos dnia wyjal z szafy odswietna marynarke, z zawieszonymi na niej szescioma Zlotymi Krzyzami Zaslugi dla kraju - zaniemowilam.
Pan Mieczyslaw- Bohater. Patriota. I choc wiele o nim pisano w lokalnej prasie, on sam tak nie uwaza. Najwazniejszy byl dla niego dom i rodzina. I to, zeby zycie godnie przezyc. I przezyl, godnie. A zaslugi i splendory, ech... na to machal reka, nie przywiazujac wagi, jedynie marynarke pieczolowicie przechowujac w szafie.
Taki szlachetny i prawy czlowiek. Ech... jakiez to teraz niemodne?! Teraz ludzi okresla sie jako super lub cool. Taka nowa Nomenklatura. A w wiosce mowi sie o nim z ironia - stary czlowiek. I tyle. I nikt, poza mna nie chce juz p. Mieczyslawa sluchac, dziwiac sie, co tez taki stary czlowiek moze miec jeszcze do powiedzenia?!
A czasy, gdy mlodzi uczyli sie od starszych madrosci, dawno juz odeszly w zapomnienie.
I dzis od wioskowej "starszyzny" nikt juz niczego sie nie uczy.
Pan Mieczyslaw. Moj Nauczyciel. Mistrz. Przyjaciel, ktorego mialam szczescie spotkac.
I jakze zalowal, slyszac juz potem o czekajacym mnie remoncie. I posmutnial bardzo na mysl, ze nie bedzie w stanie mi pomoc, bo sily juz go opuscily.
Najbardziej jednak zalowalam ja sama.
Slomiano-gliniany dom Pana Mieczyslawa i on sam na swojej laweczce przed domem.
... ktora to bardzo przypadla do gustu miejscowej psiarni i gdzie zawsze mozna bylo liczyc na smakowite co- nieco.
... a za plotem moi sasiedzi- Panowie Byczki.
.... kurki, sianko, a za nim zagonek z pysznymi kartofelkami i troszke warzywek.
.... i bardzo szczesliwa mama, ze swoim urodziwym potomstwem w liczbie... szesnascie!!!
A ja... no coz... Absolutnie szczesliwa... nie majac NIC... i majac absolutnie WSZYSTKO!!!

