"Podróż na tysiąc mil rozpoczyna się od pierwszego kroku"

05.09.2011

Glina, glina...


... ktora stala sie od miesiecy wszechobecna w moim zyciu... i tylko teraz mala chwilka bez niej, gdy na dwa dni wpadlam do cywilizacji z tej mojej gluszy i odpoczywam od gliny.
I mam chwilke na napisanie w wielkim skrocie, o tym co sie u mnie dzieje.

Tak wiec od ponad dwoch miesiecy tkwimy wciaz w glinie. Wciaz jestesmy w glinianych tynkach i konca nie widac. A wszystko dlatego, ze pierwsi wykonawcy, ktorzy owe tynki kladli w dwoch pokojach... zawalili sprawe i tynki najzwyczajniej w swiecie zaczely... kwitnac!!!
A na suficie i na scianach zaczely jak grzyby po deszczu wyrastac zielone roslinki i pojawiac sie czarne plamki plesni. Z przerazeniem patrzylam na coraz bardziej powiekszajace sie z kazdym dniem moje... zielone poletko. Przerazenie moje siegnelo zenitu, gdy stwierdzilam, iz tynk zaczyna sie wykruszac, a wszystko razem zaczynalo sie po prostu kisic!
I tak przez kolejne dni z trwoga obserwowalam kwitnace tynki, nie wiedzac co dalej. Wygladalo na to, iz zostaly uzyte zle proporcje gliny i piasku i stad kruszenie, a kolejne kladzione warstwy byly po prostu za mokre. Tynki nadawaly sie wlasciwie jedynie do skucia. Ogarnialo mnie coraz wieksze przerazenie. Ale coz, trzeba bylo myslec i dzialac dalej, tylko co, nikt z nas przeciez tego nie wiedzial. A czas naglil, bo gliniane tynki mozna klasc tylko w miesiacach letnich, aby mogly wyschnac. Wiec czasu nie bylo duzo. I tak, po moich licznych telefonach do osob z biobudownictwa i penetrowaniu tychze stron i forow, zaczelismy za rada specjalistow robic probki gliny... dziesiatki glinianych plackow zmieszanych z piaskiem, aby ustalic wlasciwe proporcje dla naszego tynku.
A potem suszylismy je tygodniami na sloncu. I tak czas plynal, a ja stalam nadal w miejscu z moimi tynkami.
I gdyby nie moi wolontariusze, wierne i oddane dusze, dopingujace do dzialania pewnie rzucilabym to wszystko w diably i uciekla majac raz na zawsze dosyc gliny i wszystkiego co z nia zwiazane.
I tak w koncu po dniach i tygodniach czekania, chwilach zwatpienia i euforii... gdy wreszcie owe placki powysychaly i w koncu mozna bylo ustalic sklad glinianego tynku... odetchnelismy z ulga! Nie wiedzac, ze przed nami jeszcze najgorsze!!!
A w miedzyczasie zaczynaly wysychac tynki w obu pokojach i wszystko jakby samo za sprawa cudownych wlasciwosci gliny, bo jak mi powiedziano glina poradzi sobie i z plesnia i z roslinkami... wszystko zaczelo wracac do normy... roslinki zaczely obumierac, przykry zapach plesni zanikac, tynk zrobil sie twardy, a sciany pojasnialy i przybraly piekny lososiowy kolor.






Na podlodze widoczne probki gliny.



I wtedy zaczelismy. Zaczelismy mieszac nasza wlasna zaprawe gliniana i obkladac glina dalsze czesci domu. Mielismy przed soba 250m2 powierzchni... ! To prawie tak, jak porywanie sie z motyka na slonce!
My - nasza silna grupa pod Wyzwaniem, czyli: ja, jeden bardzo wytrwaly wolontariusz o zacieciu artystycznym, jeden wsiowy majster o jako takim pojeciu budowlanym, jeden bezrobotny inwalida... jedna wolontariuszka przebywajaca czasowo, nasz czarny dochodzacy koteczek oraz... nasi nowi towarzysze: przeurocza para kociakow, uratowanych przed niechybnym zatopieniem w pobliskiej rzeczce - Lola i Lulus. Ktorzy pojawili sie w najbardziej odpowiednim momencie.
I Na nasze jakby pocieszenie!








I tak w polowie sierpnia zaczelismy, majac przed soba trzy warstwy tynkow i 250 m2 powierzchni i... te nieodparta swiadomosc, ze nie mamy wyjscia... i, ze musimy w koncu te... tynki... skonczyc, nawet gdyby sie walilo i palilo!!!
Uratowala nas pogoda, bo polowa sierpnia byla naprawde piekna i sloneczna, jakby akurat dla nas... jakby na nasze pocieszenie... aby gliniane tynki mogly wyschnac i tak pieknie wyplowiec w sloncu...


Pierwsza warstwa tynku w trakcie kladzenia.
Wolontariusze rzucaja gliniane kulki na sciane.




I wykuwanie okna w glinianej scianie.



Biale plamy to impregnacja pierwszej warstwy mlekiem wapiennym z dodatkiem... chudego twarogu.




Druga warstwa tynku juz wysychajaca, do niej dodalismy bialko kurze i make ziemniaczana... ku uciesze i zdziwieniu naszego majstra... ktory na nastepny dzien chcial dodac piwa do tynkow... i szczypiorku do twarogu...






Druga warstwa w kuchni pomalu wysycha.





I moja letnia baza...





I tecza... jak zapowiedz czegos niezwyklego!





C. d nastapi, gdy znow na mala chwilke wpadne do... cywilizacji. A poki co wracam do swojej gliny, ktora juz pewnie powysychala i bedzie mozna zaczynac trzecia warstwe.
Ufff... jakze marze o koncu!!!
Serdecznie wszystkich obserwujacych pozdrawiam !