"Podróż na tysiąc mil rozpoczyna się od pierwszego kroku"

18.06.2011

Spotkania...


Na poczatek beda Podziekowania. Podziekowania za to, moi Kochani, ze w ogole w te moje skromne progi zagladacie. Samo zagladanie, jest juz bardzo cenne. A jesli dochodza do tego slowa, zwykle cieple i serdeczne, to niezwykle cieszy.
Wlasnie minal rok od momentu, gdy zaczelam pisac swojego bloga. Tak, to juz rok i az sama sie zdziwilam, ze tak to szybko zlecialo.

Rok z Wami. Rok z tymi wszystkimi Wspanialymi Ludzmi, ktorych dzieki mojemu blogowi mialam szczescie spotkac.
Rok pelen wspanialych... SPOTKAN. Rok pelen cieplych i niezwykle serdecznych slow.
Rok pelen zyczliwych i wspierajacych mysli, ktorre wysylaliscie, nawet jesli podswiadomie... to i tak one zawsze do mnie trafialy, dodajac sily i wytrwalosci.
Sily do walki. Bo remont starego domu to ustawiczna walka. Walka z przeciwnosciami losu, ktore pietrza sie i ktorych nigdy dosyc. To ciagly i ustawiczny wiatr w oczy. Ten, kto tego doswiadczyl, wie doskonale, co mam na mysli. I dlatego wsparcie zyczliwych osob w obliczu "nieustannych upadkow" i w obliczu ciaglej "utraty ducha" jest tak bardzo cenne.

A ja wlasnie dzieki Wam doswiadczalam tego wszystkiego, przez ten caly rok... czytajac Wasze slowa, odbierajac pozytywne mysli i wstepujac na Wasze blogi, ktore sa przeciez jak otwarta ksiazka. Kazda inna i kazda jakze niepowtarzalna i piekna.
Ksiazka, ktora otwiera sie z zapartym tchem... czyta... odklada na bok i czeka na ciag dalszy...

Dlatego w ten moj taki maly... jubileusz, dziekuje Wam przede wszystkim za to, ze.... JESTESCIE... i prosze o dalsze wsparcie... bo walka wkrotce znow sie zacznie. Bo to nie jest przeciez koniec... i jeszcze wiele przeciwnosci losu przede mna, zeby dojsc do celu... ale nikt tez nie obiecywal, ze bedzie latwo.

Wiec ten moj maly jubileusz, o ktorym w natloku codziennych zdarzen... zupelnie zapomnialam... a ktory jednak o mnie nie zapomnial i dal o sobie w jakichs sposob znac... byc moze tym oto wlasnie... jeszcze jednym... moze tym jubileuszowym... SPOTKANIEM?!
Spotkaniem, o ktorym chcialam opowiedziec...

A bylo tak:

Ktoregos dnia, gdzies tak przed tygodniem pojechalam do oddalonego o jakies sto kilometrow S.
W drodze od dworca do celu mojej podrozy, minelam niewielki sklepik izoteryczny. Przez chwile stalam przed wystawa, po czym weszlam do srodka. Ogladalam wiszace na scianie kamienie, szukajac wsrod nich swojego i wtedy wlasnie, tak jakby przypadkiem... zobaczylam... Jego.
Stal oparty o lade... jakby nigdy nic... ale tak, jakby na mnie czekal.
Cos niezwykle pieknego i nieziemskiego bylo w jego calej postaci... w spuszczonym wzroku... w splecionych dloniach. Cos, co nie pozwalalo mi oderwac od niego oczu.
Trzymajac w reku kamien, ktory podala mi sprzedawczyni... czulam przez caly czas Jego wzrok na sobie, choc oczy mial spuszczone. Z ociaganiem wyszlam ze sklepu.

Szlam... ale wlasciwie, to mialam wrazenie, ze stoje w miejcsu. Krecilam sie w kolko, podazajac wciaz tymi samymi ulicami. Dziwne, pomyslalam. Jakas niewidzialna sila ciagnela mnie do tylu.
W koncu zawrocilam. Szybko, prawie biegiem podazalam w kierunku sklepu. Gdy weszlam... On stal wciaz w tym samym miejscu... przy ladzie, jakby czekajac na mnie.
Pani wcale nie zdziwila sie, widzac mnie ponownie. Wiedzialam, ze pani wroci, odrzekla z usmiechem. Tak w moim zyciu... tyle sie dzieje... musialam wrocic, odrzeklam, nie wiedzac czemu.
Spojrzalam na Niego i poczulam... ze musze go miec. Jest taki piekny. Taki pelen spokoju. A ja wciaz nie moge sie na Niego napatrzec. I ten niezwykly blask, ktory od Niego bije. I juz zobaczylam Go na swojej bialej scianie.... w slonecznej poswiacie... Wiedzialam juz, ze nie zaznam spokoju, dopoki... dopoki...
Nie zastanawiajac sie dluzej, wylozylam na lade ostatnie pieniadze i z ulga wzielam go delikatnie w obie rece... jak cos bardzo drogocennego... jak figurke z porcelany, bojac sie, ze przy najmniejszym ruchu moze sie rozleciec... bedac tak niezwykle delikatna i krucha.
Czulam jak sie usmiecha... patrzac na mnie spod spuszczonych powiek.

Byl prawie mojego wzrostu. Blekitno-zloty. O anielskim wyrazie twarzy. Wlasciwym jedynie Aniolom.

A potem szlismy tak razem przez miasto. Blekitny Aniol i ja. Widok przedstawialismy z pewnoscia niecodzienny. Kobieta i Aniol. W samym srodku miasta. Dosc dziwny widok. Niektorzy przystawali, patrzac na nas. A on usmiechal sie tylko tym swoim anielskim usmiechem.
Do calego swiata.

I gdy stanal juz na bialej scianie, dostal imie - Kamael. To Aniol do zadan specjalnych. Aniol od spelniania marzen. Aniol od cudow.
Moj... jubileuszowy prezent.... niezwykly... na moja nowa droge zycia?!



Oto On.



08.06.2011

Wszystkie barwy Ziemi...


... jeszcze tylko kilka chwil... dzieli mnie od tej jednej, najwazniejszej, tej, ktorej wszystko inne od dawna zostalo podporzadkowane i gdy w koncu wkrocze w moje... Nowe Zycie...

... jeszcze pakuje ostatnie pudla i kartony, spogladajac z rozczuleniem na te wszystkie przedmioty i bibeloty... z mojego dawnego zycia... i myslac w zadumie, ilez tego wszystkiego sie nagromadzilo... i zastanawiajac sie nad koniecznoscia posiadania...?

... jeszcze wychodze na szare, duszne, pelne kolorowych reklam ulice... wielkiej, pulsujacej metropolii...

... jeszcze robie... To i Owo... w swojej bardzo... waznej pracy...

... jeszcze spiesze sie bardzo... gdzies biegne... cos zalatwiam... z glowa pelna terminow... usilujacych tak skutecznie zagluszyc wszystko... wszystko, co naprawde wazne... mijana obojetnie w tlumie wielkiego miasta...

... jeszcze lapie sie na myslach... ze przeciez glosu serca nigdy nie da sie zagluszyc... bo ono nigdy nie przestanie mowic... tego, co mysli i tego, co czuje...

... jeszcze robie wszystko to... co musze... i to, czego ode mnie oczekuja... lub co wypada... albo nie wypada... bladzac w gaszczu norm i zasad... jak dziecko we mgle...

... jeszcze tylko... jedna mala chwilka i zamieszkam pod lasem... na odludziu... tak blisko tego, co dla mnie naprawde wazne...

... jeszcze tylko ten... jeden krok dzieli mnie od tego, gdy zamienie te wszystkie... odcienie szarosci na...
WSZYSTKIE BARWY ZIEMI.

... a To i Owo... na dzialania tak... NAPRAWDE!

... I zobacze... jak z kazdym dniem, spedzonym tam... na tej ziemi... jak z kazdym najmniejszym ziarenkiem wsadzonym do NIEJ... jak z kazdym ruchem lopaty i taczki... bedzie potegowal sie sens zycia i... napedzal mnie do przodu. Ku dzialaniu!

... I pozawieszam kolorowe hamaki wsrod starych jabloni... zeby tak bez konca... moc patrzec na horyzont i obserwowac wedrowke slonca ku zachodowi... nie majac nigdy dosyc!

...I bede podziwiac te staroswieckie... tak... niezwykle slodkie jabluszka... dziwiac sie przy tym, ze jeszcze takie w ogole istnieja... w tym swiecie?!

... I w milczeniu bede czekac... az przemowi do mnie Ziemia... dajac mi znak, ze jestem na wlasciwym miejscu, do ktorego od dawna zmierzalam!

... I tak wlasnie zaczne... te moje pionierskie dzialania... rezygnujac z szanownych panow fachowcow... majacych tak wielka nadzieje na tegoroczna "powtorke z rozrywki"... ktorej niestety, tym razem im nie bede mogla zapewnic... i w zwiazku z powyzszym... sama zajme sie budowaniem!

... I tak dzien po dniu... zaczne oswajac te swoja zyciowa przestrzen... az stanie sie ona... DOMEM.
A szlifowanie i polerowanie tego wszystkiego stanie sie moja .... Zyciowa Esencja!

... Jeszcze tylko jedna chwila... gdy wyrusze w Podroz... te, na tysiac mil!


Zycze milego wieczoru, pozdrawiam serdecznie, przepraszam za czcionke i
dziekuje za zagladanie.