"Podróż na tysiąc mil rozpoczyna się od pierwszego kroku"

23.04.2011


Swieta... Swieta....


... Swieta... ktorym niezmiennie od lat towarzyszy wciaz ta sama nutka smutku... smutku za tymi dawnymi, ktore odeszly... i ta nieodlaczna mysl, ze szczescie, jakze ulotnym jest, i ze tak malo myslimy o tym... co nam dane... o tym co jest... i o calej tej magii codziennosci.

I gdy tak rozne stany ducha mnie nawiedzaly... nagle zadzwonil telefon.
Goscie ze "swiata" sie zapowiedzieli. Po latach.
Tak nieoczekiwanie. I tak po prostu.
I w jednej chwili caly moj smutek zamienil sie w nagla i nieopisana radosc.
I mysl, ze Ktos tyle mil zechce przejechac... zeby choc ta krotka chwile... Pobyc, zmyla moj caly smutek.
Pobyc i poswietowac. I radosc, tak nagla, jak ta wybuchajaca wiosna, z ktorej tez nie potrafilam sie jakos cieszyc, i to ciazace jak kamien widmo remontu... ktore przytlaczalo, nie zostawiajac miejsca na "swietowanie"... i tyle innych jeszcze spraw do dokonania, ktore nagle staly sie tak... bardzo odlegle i tak malo istotne.
I tylko ta jedna chwila stala sie nagle tak naprawde wazna.

Wiec rzucilam sie w wir swiatecznych przygotowan, myslac jak dobrze, ze istnieja telefony i jak dobrze, ze tak spontanicznie mozna kogos... uszczesliwic.
Zaczelam wypieki, ktore tak naprawde nie sa moja mocna strona... ale jak czlowiek jest szczesliwy to i wszystko sie udaje.
I wstawilam bazie do glinianego naczynia i kilka rozkwitlych zonkili. Zwiastuny wiosny.
I... zaczelam wypieki. Najpierw mazurek... potem swiateczna baba.
Jak dobrze, myslalam... jak dobrze... jest moc upiec drozdzowe ciasto... jak dobrze jest moc wlozyc rece do cieplego, delikatnie nabrzmialego ciasta, wciagnac w nozdrza jego cudowny zapach i cieszyc sie ta chwila.
Drozdzowe ciasto, oprocz tego, ze jest moim ulubionym i potrafie nieograniczone ilosci jego pochlaniac... to, ma jeszcze cos mistycznego w sobie... gdy tak rosnie i ozywa i pnie sie do gory. Tak jak ozywajaca przyroda, dajac nadzieje i radosc. I sile na przyjecie Nowego.
Ach, jakze lubie te cale swiateczne zawirowanie, to wpisane w nie zmeczenie... i ta cala magiczna otoczke, wlasciwa jedynie tym niezwyklym dniom.

I zastanawiajace jest to, jak bardzo... jeden zwykly telefon... jeden gest...jeden czlowiek... jedno spotkanie... moze wszystko nagle zmienic. Dodac nadziei i radosci.

Tak wiec bedzie wspolne biesiadowanie i celebrowanie tych chwil. Bedzie radosc i smiech. Beda lzy i wspomnienia. Wspomnienia, ktorych tak nigdy dosyc.

I bedzie radosc z nadchodzacej i budzacej sie do zycia wiosny i radosc z Wielkiej Nocy i z magii tych niezwyklych swiat.

I wszystkim Wam, moi Mili zycze :



Radosnych i cieplych swiat
serdecznych spotkan
wiele radosci z budzacej sie wiosny

kolorowych pisanek
czekoladowego zajaczka
bardzo mokrego dyngusa
i duzo wiosennego slonca!



08.04.2011

"Portret kobiety... czyli jaka jestem?!"


Do tej to wlasnie zabawy, zaprosila mnie Grasza 44. Wiec choc troche spozniona, wybacz Graszko, jak to u mnie bywa, dopiero teraz odpowiadam.

Jaka jestem....? Hmm...? Coz... wcale nie latwe pytanie!
Wpadlam wiec na pomysl, aby zapytac o to dzieci, bo kto jak kto, ale wlasne dzieci wiedza przeciez najlepiej... i zaraz tez pozalowalam tego... oj, posypaly sie negatywizmy... posypaly sie... i to jak szybko, jakby na zawolanie?!
I gdy ja bliska juz lez, slabym glosem zapytalam swoich oprawcow... czy to juz zadnych plusow u mnie naprawde nie widza?! Wtedy dopiero sie zlitowali nad swoja ofiara i zaczeli wydzielac pozytywy... tak bardzo skapo wprawdzie, ale jednak...!!!
I tak oto powstal jakis tam moj obraz. Oto on.

Jaka jestem?

... Raczej chaotyczna... choc niekiedy zadziwiajaco uporzadkowana... zwlaszcza wtedy, gdy z jakas nie dajaca sie niczym blizej wytlumaczyc premedytacja... potrafi przez dzien caly czepiac sie... jednego, glupiego,
nie - umytego - kubka?!










... kochajaca wszystko co... wyjatkowo paskutne, szpetne i jak najbardziej zrujnowane /ludzi tez/... i ceniaca jednoczesnie piekno, lad i porzadek?!








.... Nie znajaca litosci... i z zimna krwia mogaca zabic... cala watache tzw. fachowcow... i jednoczesnie pelna wspolczucia dla jakiegos... malego opuszczonego koteczka, z ktorym potrafi szmat drogi przebyc... gdzies tam na koncu swiata... aby znalezc mu miejsce do zycia?!









... majaca gdzies wszystkie kremy i wynalazki odmladzajace, redukujace i wygladzajace .... i wierzaca slepo, ze okladajac sie roznymi zielskami i miksturami wlasnej produkcji... czas tak bardzo lagodnie sie z nia obejdzie i pozwoli jej sie tak ... "pieknie zestarzec"?!









... taka slaba i taka wiotka... kobieca kobietka..... i twardy babo- chlop w gumofilcach i roboczym waciaku.... potrafiacy murowac, szlifowac i rowy kopac... i " gory przenosic" ... gdy TRZEBA!!!








.... i taka "nic- nie - wiedzaca... i nic - nie- pojmujaca... i taka- bardzo-nie- wyuczalna".... i wiedzaca i pojmujaca nagle.... WSZYSTKO... i w jednej chwili, gdy juz nie ma zadnego WYJSCIA?!









... lagodna i spokojna jak baranek... i furiatka, choleryczka jaka... pieklaca sie nagle o wszystko i o
nic?!



.... kochajaca, ta jakze glupia, bezwarunkowa miloscia swoje wlasne dzieci... i zgrzytajaca zebami na ich pelne potepienia slowa... "Oj, matka!"... i majaca wtedy wlasnie najwieksza ochote... powystrzelac je wszystkie na inna planete i miec nareszcie...... Swiety Spokoj!!!










.... i potrafiaca w jakis niepojety sposob i bez zadnej wyraznej przyczyny... wylac z siebie cale morze lez... i popadac w jednej minucie w rozne skrajnosci... od euforystycznej radosci az do bezgranicznego smutku... ot tak po prostu... i bez zadnej widocznej przyczyny...?!


... i majaca na swoim koncie... tyle jeszcze innych slabosci i przypadlosci... jak np. slabosc do bardzo zrujnowanych ruin... i wierzaca, na przekor wszystkim i wszystkiemu... ze cos jej sie jeszcze w tym zyciu... przeciez do diabla UDA?!!!






... i wciaz majaca te... jakze glupie wyrzuty sumienia... ze tak za malo wycalowala te, jakze rozczulajace waleczki rozowego tluszczyku na dziecinnych lapkach... i ze wszystko mogla przeciez... LEPIEJ i ... BARDZIEJ... i WIECEJ i ... ze czas tak bardzo sie pospieszyl... a ona nie zdazyla i.... ze te jakze urocze waleczki tak bardzo szybko.... zmeznialy... ! O, Stanowczo za szybko?!










... i... tyle jeszcze innych przypadlosci. I same przeciwnosci?! O matko swieta!!!


I myslac w poplochu, czy to wszystko aby.... W - NORMIE - jakiej - sie - miesci... ?!!! wygrzebalam pewne slowa... pewnej kobiety o kobietach... i odetchnawszy z wielka ulga, zatriumfowalam radosnie:
Ufff...! Jestem wiec calkiem... ZWYCZAJNA kobieta!!!


A oto on...


"Portret kobiety" Wislawy Szymborskiej:

Musi byc do wyboru,
Zmieniac sie, zeby tylko nic sie nie zmienilo.

To latwe, niemozliwe, trudne, warte proby.

Oczy ma, jesli trzeba raz modre, raz szare,
Czarne, wesole, bez powodu pelne lez.

Spi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na swiecie.

Urodzi mu czworo dzieci, zadnych dzieci, jedno.

Naiwna, ale najlepiej doradzi.

Slaba, ale udzwignie.

Nie ma glowy na karku, to bedzie ja miala.
Czyta Jaspera i pisma kobiece.

Nie wie po co ta srubka i zbuduje most.
Mloda, jak zwykle mloda, ciagle jeszcze mloda.

Trzyma w rekach wrobelka ze zlamanym skrzydlem,
wlasne pieniadze na podroz daleka i dluga,

tasak do miesa, kompres i kieliszek czystej.
Dokad tak biegnie, czy nie jest zmeczona.
Alez nie, tylko troche, bardzo, nic nie szkodzi.

Albo go kocha albo sie uparla.
Na dobre, na niedobre i na litosc boska.



Pozdrawiam wiec Wszystkie....te.... jakze DOSKONALE i WSPANIALE kobiety!!!